Zakochana Złośnica

Po raz kolejny stał w jej drzwiach. Spoglądał na nią zupełnie inaczej, jakby bał się tego co zrobi. Cudownie było widzieć niepewność krążącą w jego oczach, bywała tam rzadko. Nie odzywając się, gestem kazała mu wejść do środka. On również milczał, jakby obawiał się, że powie coś nie tak. Tylko ona zdawała sobie sprawę, że oboje są winni, on znał tylko własną winę, jej była dla niego niczym niewidoczny dym, wyczuwalny, ale niedostrzegalny.
Położyła się na łóżku, w tej samej pozycji, co przed jego przyjściem. Wbiła wzrok w ścianę, leżąc do niego plecami. Wciąż liczyła, że może jeszcze się rozmyśli, że wyjdzie rozumiejąc okazywaną mu niechęć. On jednak stał w drzwiach, bez butów, ale z plecakiem na plecach.
- Czemu nie ma cię w szkole?
- Bo jestem tutaj.
- Nikt cię tu nie zapraszał - złość.
- Myślę, że musimy porozmawiać.
- Nie mamy już o czym Ken, znasz moje zdanie na ten temat - pewność siebie.
- Ale ty mnie nie wysłuchałaś.
- Bo od kilku miesięcy, właściwie od zawsze, powtarzasz to samo. Jest ci przykro, przepraszasz i żałujesz, po czym ponownie wbijasz mi nóż między żebra. Mam tego dość - obojętność.
- To on ci coś nagadał, prawda?
- Nie wiem o kim mówisz, nikogo nie ma - kłamstwo.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie.
Usiadła na łóżku spoglądając w jego stronę.
- Mów - litość.
- Kocham cię i nie dam ci tak łatwo odejść. Już tyle razem przeżyliśmy. Wiem, że ty również mnie kochasz, że nie pozwolisz tego zaprzepaścić.

Kocham cię, dlatego musisz ze mną być. Wytrzymałaś te wszystkie kołki, które wbijałem ci w samo serce, więc i to przetrzymasz. Na pewno mnie kochasz, jestem dla ciebie dobry, dlatego będziesz ze mną z litości. 

Brak reakcji z jej strony zachęcił go do tego, by podejść bliżej, by zdjąć plecak, by położyć go na podłodze, a samemu zasiąść na krańcu łóżka. Złapał ją za nogę, pozornie czule, ale ona czuła determinację w tym geście. Jesteś moja. Przesunął ją wyżej, dzięki czemu zaczął się przybliżać.
- IS proszę cię - desperacja w jego głosie doprowadzała ją na skraj cierpliwości, by przepaść w litość.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a ona przestałam się opierać. Po prostu sprawdzę.
Widząc jej wyraźny brak oporu zaczął ją dotykać wszędzie, zapominając o wcześniejszym konflikcie. Całował, okazywał czułość, ale nie doprowadzał do szaleństwa. Jej mózg pracował na zdwojonych obrotach, przeliczając prawdopodobieństwo i notując każdą kolejną emocję, która się w niej rodziła po wpływem jego dotyku. Musiała wiedzieć czy go jeszcze kocha, czy choć jej ciało na niego zareaguje. Był tak bardzo blisko. Co rusz kradł buziaki, choć jej usta wręcz piekły od wyrzutów sumienia. W miejscach gdzie przesuwały się jego dłonie czuła ból, jakby ktoś przypalał je zapalniczką, ale nie mogła się wycofać. Musiała w to brnąć, by w końcu poznać prawdę, która nadeszła szybciej niż by się tego spodziewała.
W momencie gdy stali się całością poczuła gule w gardle, a oczy zostały zaatakowane przez łzy. Zacisnęła powieki, by zachować te emocje jedynie dla siebie. Zacisnęła zęby, by móc to bezgłośnie przetrwać...
Ruszał się powoli, z pewnego rodzaju czułością, pozorną. Otaczał ją ramionami i próbował złapać jej wzrok, który błądził w odmętach sufitu. Chciała tak głośno krzyczeć, szarpać się i wyrywać, a trwała bez ruchu czując się zupełnie otępiała. Namiętność zmieszana z pożądaniem kompletnie go pożarły, to mieszanka wybuchowa, dlatego nawet nie zauważył, że nie wykonuję żadnych ruchów i nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Czy tego chciała się dowiedzieć? Przecież już od dawna to wiedziała. Znała jego egoizm najlepiej na świecie.
Uprawiał ze nią seks, choć jej wcale tam nie było. Gdyby nie jej  przyzwolenie, można by było uznać, że zgwałcił ją, ale emocjonalnie. Nie zauważył, nie zajrzał głęboko, by dostrzec ten ból. Po prostu skupił się na czerpaniu przyjemności z jej ciała.
Jeszcze moment... Powtarzała sobie. Wiedziała jednak, że to niczego nie skończy, wręcz przeciwnie. Zacznie się prawdziwe cierpienie, zmieszane z wyrzutami sumienia, a po wszystkim będzie szukała pocieszenia w ramionach innego mężczyzny, ale tylko przez moment. Od zawsze jej ból, był jedynie i tylko jej. Nie dzieliła się nim z nikim, dusząc się powietrzem. Masochistka z zimną krwią.
- Było cudownie, kocham cię - pocałował ją w ramię, a ona jedynie westchnęła. Zwinęła się w niewielką kulkę i oddychała głęboko, zbyt głośno, by nie zauważył, ale i zbyt cicho, żeby zrozumiał - Wszystko w porządku? - zapytał z obowiązku. Nawet nie spojrzał.
- Wynoś się - szepnęła pierwszy raz szczerze. Nie chciała go teraz widzieć, ale wiedziała, że nie wyjdzie szybko, nie po czymś takim - Muszę to wszystko przemyśleć - wyjaśniła uspokajając głos. W te słowa włożyła dużo mniej jadu.
- Ale przecież my... - przerwał zdezorientowany. Wciąż niczego nie rozumiał - Myślałem, że po tym... - ponownie przerwał, pochylając się w moją stronę. Chciał spojrzeć mi głęboko w oczy, ale było już za późno na takie czułości.
- Po prostu proszę cię o to, żebyś wyszedł - powtórzyła wyraźnie, mocno akcentując. Oboje wiedzieli, że to prośba nie była.
Wstał, ubrał się pospiesznie i udał się do przedpokoju. Przytulił ją na pożegnanie, a wzdłuż jej kręgosłupa mimowolnie przeszedł dreszcz obrzydzenia.
- Odezwij się - pocałował ją w policzek i po prostu wyszedł, tak jak go o to prosiła.
Przestała hamować łzy, pozwoliła im zmoczyć całe policzki i koszulkę. Brzydziła się siebie, a to zmiażdżyło ją dużo bardziej niż jakiekolwiek jego słowa.
0
Share
Przeszłość wydaje się czymś odległym. Na co dzień stykamy się z nią bardzo rzadko albo wcale, a jednak ona gdzieś tam jest i wciąż żyje. Ostatnio miałam takie zderzenie z czymś czego wstydzę się po dziś dzień, z zauroczeniem, które wzbudziło we mnie tak wiele emocji. To ta część życia, o której nie mówi się zbyt wiele, która była punktem kluczowym, pewnego rodzaju zmianą, ale niekoniecznie na lepsze. Bo jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo podejmować własne decyzje, albo tak nam się tylko wydaje...

  Spojrzała w nie jak zahipnotyzowana. Czułam jak lekki prąd przeszedł przez jej ciało. Pomimo tego, że oczy miał małe i nieco zasłonięte przez opadające powieki, ich przyjemny odcień brązu przywodził jej na myśl roztopioną gorzką czekoladę w ulubionym rondelku jej babci. Zawsze maczały w niej herbatniki, które chrupały do ciepłej herbaty z aromatem pomarańczy. Zaśmiała się nerwowo czując jak w jej wnętrzu rodzi się rój wypoczwarzonych motyli budzących się do życia po długim odpoczynku w kokonach. Dotknęła delikatnie brzucha w miejscu, w którym czuła mrowienie i zaskoczona dotąd nieznanym doznaniem uśmiechnęła się nieznacznie. W jej nerwach budziło się pragnienie, które od razu powędrowało do mózgu. W jej żyłach prócz krwi płynęła namiętność, która w jednej niedługiej chwili wytworzyła się tak naprawdę z niczego. Poczuła chęć, poczuła rodzaj pożądania, nad którym nie umiała zapanować. Różne rodzaje iskier zaczęły krążyć wokół nich i dziwnych trafem poczuli to oboje. Pełne, czerwone wargi zaczęły ją swędzieć, a właściwie czuła się tak jakby wzdłuż nich przechodziło stado małych, czarnych mrówek. Od razu przejechała po dolnej palcem, ale dziwne doznanie wcale nie umknęło, a wręcz się nasiliło. Przegryzła ją, modląc się w duchu by to pomogło, bo owe uczucie zaczęło ją irytować. Wszystko zaczęło jej się mieszać w mózgu i miała wrażenie, że myśli zaplątują się jedna w drugą tworząc coś nowego. Potrząsnęła głową wierząc, że w ten sposób zapobiegnie tworzeniu się dziwnych powiązań. Niestety to nic nie dało.
  Oddech jej przyspieszył, a emocje szalały w jej wnętrzu czując co się zapowiada. Jego czarne jak smoła źrenice zmieniały swój rozmiar z każdą sekundą, zadziwiając ją jeszcze bardziej. Widziała w nich to co aktualnie czuła, ale niestety nieśmiałość, która dość często sprawiała nad nią rządy nie pozwalała jej zrobić pierwszego kroku. Ręce zaczęły się trząść niemiłosiernie, dlatego od razu schowała je do kieszeni. Kolana powoli traciły swoją stabilność i z każdym oddechem blokada, w postaci stawów, popuszczała.
  Spuścił wzrok i chrząknął dość głośno przerywając narastającą ciszę. Wpatrywał się w swoje buty z za dużym zainteresowaniem. Oboje czuli skrępowanie i namiętność, która wiła się nad ich głowami. Ponownie przegryzła dolną wargę czując, że usta zaczynają niebezpiecznie drżeć. Cała się trzęsła, ale nie z zimna. Wiatr delikatnie powiewał, rozwiewając pasma jej włosów na wszystkie strony, przy okazji otrzeźwiając ją.
  – Iza ? – zapytał zachrypniętym głosem wyrywając ją z zamyślenia. Nie spojrzał na nią, a wręcz przeciwnie, wciąż udawał, że jego buty są ciekawsze.
  – Pocałuj mnie – szepnęła nie panując nad swoimi słowami. Gdy zdałą sobie sprawę z tego, co powiedziała, odruchowo zakryła usta dłonią. To wystarczyło by na nią spojrzał i zatopił swoje zaskoczone spojrzenie w jej czekoladowych oczach. Bez słowa podszedł bliżej, tak że ich klatki piersiowe stykały się ze sobą. Oboje czuli swoje przyspieszone oddechy i szybciej bijące serca.      Atmosfera zgęstniała i wyraźniej czuć było pożądanie. Teraz nie było odwrotu. Oboje tego chcieli.
  Czekała na jego pierwszy krok, który dłużył się coraz bardziej. Jego ciepłe jak małe termofory dłonie spoczęły na jej rozdygotanych biodrach. Złapał ją tak mocno i zdecydowanie, ale jednocześnie z wyczuciem. Nabrała raptownie powietrza i zatrzymała je w płucach nie będąc w stanie powtórzyć tego kroku. On przełknął ślinę denerwując się przedłużeniem, które ona nieświadomie stwarzała. W końcu wyczuła ten moment i zebrała w sobie ostatki sił by zarzucić swoje ociężałe ręce na jego kark. Opuszkami palców głaskała w miejscu gdzie kończyły się jego ciemne włosy, a druga w spokoju spoczywała na jego policzku przyozdobionym zarostem. W jednym momencie przechylili głowę i zaczęli się do siebie zbliżać. Poczuła niebezpieczną mieszankę tytoniu i jakiś intensywnych perfum, co idealnie komponowało się z jego budową ciała i osobowością. Był taki dopracowany w każdym calu. Ich wargi się dotknęły i przywarły do siebie tak jakby nigdy nie chciały się opuścić. Przeszedł jej przyjemny dreszcz, który długo błądził pod jej skórą w różnych miejscach jej rozdygotanego ciała. Ich usta stykały się raz za razem, powoli przekształcając pocałunek w coś poważniejszego. Jej palce zacisnęły się na jego karku, a on coraz to mocniej przyciskał jej przestraszone ciało do swojego. Uśmiechała się przez pocałunek i chciała więcej i więcej. Po chwili jednak odsunęli się od siebie nieznacznie, stykając się wciąż nosami i wpatrywali się w swoje radosne, i spełnione oczy.
  – Dlaczego się tak we mnie wpatrujesz? – zapytała nieco oszołomiona.
  – Bo nie mogę przestać się ciebie uczuć na pamięć – odpowiedział zachwycony.


Manipulował nią przez długi czas. Grał na niej niczym na instrumencie, który należy do niego. Ona zaś oddała się w jego męskie dłonie, tylko po to by móc uciec nieco dalej niż za róg. Szkoda, bo może tam, za rogiem, zauważyłaby jak wielki błąd popełniła. Może tam ktoś powiedziałby jej o konsekwencjach, które poniesie w przyszłości, o cenie jaką przyjdzie jej zapłacić za każde zamienione z nim słowo, za każdy gest, który on jej podaruje... Teraz stoi tu, wcale nie uśmiecha się do tamtych wspomnień. Jest przerażona, bo wie do czego jest zdolna i jak daleko jest w stanie się posunąć.

Zaufanie ma dwie strony medalu, a tak niewielu o tym pamięta...

0
Share
Dwadzieścia lat. Przeskoczenie kolejnej belki, kolejnej bramki, kolejnej niewidzialnej granicy jaką tworzymy my, ludzie. Odsunięcie lat nastoletnich w kąt i zmierzenie się z kolejną falą problemów, z wyższej półki.
Śmiech przez łzy, zamieniony na łzy ze stresu.
Stres ściskający żołądek, skaczący po płucach i wyłączający mózg.
Miłość, ale ta stabilna, definiowana przez bezpieczeństwo.
Przyjaźń jedynie wartościowa, bo na inną nie ma już czasu.
Pasja, która powoli przeobraża się w coś więcej niż kilka słów na tablicy "Celi".
Przyszłość zbliżająca się jeszcze większymi krokami.
Nie poczułam się stara, poczułam się w pełni dojrzała, trochę jak dłużej leżakujące jabłko. Czerwone i soczyste, ale nie zgniłe, bo na to mam jeszcze trochę czasu.
W tym roku, w momencie, gdy jeszcze znajduję się przez chwilę na stabilnym moście, chciałabym się wyspowiadać. Nie potrzebuje rozgrzeszenia, słów pocieszenia, czy współczucia. Potrzebuje wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, by móc w ten "Nowy rozdział" wkroczyć z inną energią, z lepszą energią. Dlatego przyszedł czas na mówienie o błędach, kłamstwach i wstydach, które dziurawią moją dotychczasową drogę.


0
Share
Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Moje zdjęcie
Zakochana Złośnica
Jestem realistką, która lubi płakać ze szczęścia. Lubię swoje trampki, bo mogę w nich przejść pół świata. Lubię swoją szkołę, bo nauczyciele mnie zwyczajnie szanują. Lubię swoich przyjaciół, bo mnie słuchają. Lubię mówić, dużo, szybko i często, bez ładu i składu. Lubię pisać, choć nie zawsze wychodzi mi to tak jakbym chciała. Lubię ludzi, ale tylko tych miłych. Lubię gdy pada deszcz, bo mam wrażenie, że to oczyszcza świat z negatywnych emocji. Lubię swój pokój, bo jest odzwierciedleniem mojej duszy. Lubię kawę, bo jej gorycz budzi mój wiecznie śpiący mózg. Lubię herbatę, bo rozgrzewa moje wiecznie zmarznięte ciało i koi skołatane myśli. Lubię swoje oczy, bo jest w nich cała prawda o mnie. Lubię opowiadać o świecie, który istnieje we mnie, ale tylko nieznajomym.
Wyświetl mój pełny profil

Popular Posts

  • Listopad 2016, TRZYNASTKA
    Wciąż czuje się zagubiona. Nie wiem co mam myśleć, jak postępować, co mówić i co robić. Nie chcę się narzucać, nie chce być obojętna, nie ch...
  • Październik 2016, DWUNASTKA
    Za oknami było ciemno, wręcz czarno, ale moje serce świeciło, niczym letnie słońce. Czułam jak ciepło rozpływa się po całym moim ciele, tak...
  • Grudzień 2016, CZTERNASTKA
    Mój rok zaczyna się właśnie od świąt Bożego Narodzenia. To dość niestandardowe podejście do tego święta, ale myślę, że to nie tylko narodzin...
  • PAŹDZIERNIK 2017, SIEDEMNASTKA (opowiadanie)
    Pchnęła ciężkie drzwi, wpuszczając przy tym zimne powietrze do środka. Powiew klimatycznej aczkolwiek ponurej jesieni wtargnął do środka, p...
  • Listopad 2020, Dwudziestka trójka
      Jedna klasa w technikum nie daje zbyt wielu szans na tajemnice. Wszyscy się znają, każdy wie o sobie tyle ile zdradzi ta druga strona. Moż...
  • LISTOPAD 2017, OSIEMNASTKA
    Dokładnie dwa lata temu postanowiłam, że tym razem nie pozwolę Ci wyjść z mojego pokoju wieczorem. Dokładnie dwa lata temu stworzyła się w ...
  • GRUDZIEŃ 2017, DZIEWIĘTNASTKA
    Kolejny rok przepłynął mi przez palce niczym przyjemnie ciepła woda z oceanu. Po raz kolejny robię podsumowanie w ten właśnie dzień, w Wigil...
  • GRUDZIEŃ 2017, Dwudziestka
    Dwadzieścia lat. Przeskoczenie kolejnej belki, kolejnej bramki, kolejnej niewidzialnej granicy jaką tworzymy my, ludzie. Odsunięcie lat nast...
  • LUTY 2018, DWUDZIESTKA JEDYNKA
    Przeszłość wydaje się czymś odległym. Na co dzień stykamy się z nią bardzo rzadko albo wcale, a jednak ona gdzieś tam jest i wciąż żyje. Ost...
  • Maj 2018, Dwudziestka dwójka
    Po raz kolejny stał w jej drzwiach. Spoglądał na nią zupełnie inaczej, jakby bał się tego co zrobi. Cudownie było widzieć niepewność krążącą...

Obserwatorzy

Archiwum bloga

  • ►  2024 (1)
    • ►  października (1)
  • ►  2020 (1)
    • ►  listopada (1)
  • ▼  2018 (3)
    • ▼  maja (1)
      • Maj 2018, Dwudziestka dwójka
    • ►  lutego (2)
      • LUTY 2018, DWUDZIESTKA JEDYNKA
      • GRUDZIEŃ 2017, Dwudziestka
  • ►  2017 (5)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  maja (2)
  • ►  2016 (14)
    • ►  grudnia (1)
    • ►  listopada (1)
    • ►  października (1)
    • ►  września (11)
Obsługiwane przez usługę Blogger.
Copyright © 2016 Zakochana Złośnica

Created By ThemeXpose & Distributed By Blogger Templates