Nikt tu już dawno nie zaglądał, właściwie myślę, że mało kto wie o tym zakątku Internetu, który przez długi czas był moim pamiętnikiem. To dawne dzieje. zresztą jak sama widzisz ostatni wpis pochodzi z 2020 roku, bo wtedy opuściła mnie potrzeba zapisywania wszystkich myśli i emocji tutaj. Były za bardzo przepełnione chaosem, więc postanowiłam je wyrzucać na papier, który w każdej chwili mogę spalić i tam pozostałam. Po naszych rozmowach przypomniało mi się to miejsce i spędziłam dzisiaj trochę czasu buszując tu z myślą, że może mogłabym Ci je pokazać. Długo myślałam czy coś usunąć, ale stwierdziłam, że nie na tym polega autentyczność... Jest tutaj dużo prywaty i tylko to sprawia, że się powstrzymuje, bo nie wiem czy to nie za duży ładunek. Jest też sporo sytuacji, które choć są autentyczne zostały przy opisie nieco podkręcone i niestety nie mam na myśli tych złych, bo one są opisane w pełni autentyczne. Wiem, że już o to prosiłam, ale powtórzę... Musi to zostać między nami, bo to są dla mnie intymne sekrety? Opisywałam tu najintymniejsze momenty i choć nie ma szczegółowych opisów to są wspomniane i troche mnie to peszy?
Dużo jest tu rzeczy, które mogą sprawić, że spojrzysz na mnie inaczej? Ale pamiętaj, że to było dawno i ja w jakimś stopniu jestem już innym człowiekiem. Proszę Cię też, żebyś zostawiła te infromacje dla siebie, bo Ci ufam.
Jedna klasa w technikum nie daje zbyt wielu szans na tajemnice. Wszyscy się znają, każdy wie o sobie tyle ile zdradzi ta druga strona. Można znaleźć przyjaźnie na całe życie, przelotne znajomości, krótkie romanse i poważne miłości. W życiu najpiękniejsza jest nieprzewidywalność, ciągłe niespodzianki czające się za rogiem i nagłe emocje, uczucia, które rodzą się z niczego.
Pierwszy rok w technikum przyniósł
jej miłość, o której marzyła. Będąc w kompletnej rozsypce, rozchwiana ze
względu na nowe towarzystwo, dała się ponieść. Ich początki były bardzo
krótkie, ale intensywne. Poznali się i w ciągu jednego tygodnia zostali parą,
wydawać by się mogło, że parą idealna, bez skazy. Szeptanie czułych słów,
pocałunki po kątach, spotykanie się w tajemnicy przed całym światem. „Drogi pamiętniku, on jest taki jak zawsze
marzyłam. Czuły, troskliwy, niczym bohater z moich opowiadań, tyle że jest
rzeczywisty. Siedzi obok mnie na ławce, obejmuje, całuje w czoło i wciąż
powtarza, że kocha…” – pisała wieczorami w zaciszu swojego pokoju. Była
zbyt młoda, by zajrzeć w jego duszę trochę głębiej, pozwoliła sobie na zaufanie
wierzchniej warstwie jego osobowości. Niestety zawiodła się zbyt szybko,
skrzywdził ją mocno, ale wybaczyła bez zastanowienia. Ciężko stwierdzić co nią
kierowało. Nie powiedziała znajomym ani rodzinie, bo nie chciała zniszczyć jego
wizerunku. Zależało jej na tym, żeby widzieli go jako dobrego, kochającego ją
człowieka. Niestety i bez tych bolesnych szczegółów wciąż musiała walczyć z
wiatrakami. Mama sprzeciwiła się temu związkowi, przyjaciółka dawała jawne
znaki, że zdrowa relacja nie powinna tak wyglądać, ale ona nie słuchała.
Wierzyła w wersję, którą sama namalowała.
Z każdym kolejnym miesiącem było
gorzej. Oczywiście były momenty, w których uśmiechała się do losu i dziękowała
mu, za tak wspaniałego człowieka, przy którego boku może kroczyć. Nie
dostrzegała tego ile w ich związku jest kłótni, sprzeczek, które on coraz
częściej inicjował. Walczyła jak lwica, by pod koniec podkulić ogon i
przeprosić za coś czego nie zrobiła. „Przecież
w imię miłości trzeba wybaczać” – napisała krótko po pół roku związku.
Miał problemy w szkole, nie radził
sobie z wieloma przedmiotami i choć ona starała się mu pomóc na każdym kroku,
nic z tego nie wychodziło. W końcu wpadli na pomysł, że przeniesie się do jej
klasy. Szkoła była bardzo przyjazna, znajomi otwarci, a kierunek wiązał się z
komputerami, które on tak bardzo uwielbiał. Nie myślała zbyt długo, właściwie
prawie wcale. Wizja całych dni razem kompletnie przysłoniła jej rzeczywiste
kłody, które mógł rzucić im los. Przyjaciółki ostrzegały, ale ona ponownie
zamknęła się na swój obraz, stworzony na własne potrzeby. Po kilku dniach udało
się. Był z nią w klasie i choć miało być cudownie, wcale nie było.
Mieszał w jej przyjaźniach, robił
awantury, często na oczach klasy. Wszyscy widzieli jak jest, krzyczeli, ale ona
już dawno wybudowała dookoła siebie szklaną klatkę, by tego typu komentarze do
niej nie docierały. Przesiadywał z nią całymi dniami. Najpierw w szkole,
później u niej w domu, gdzie jadł obiad i szedł spać, a ona siedziała nad
książkami. Ten związek nie był podobny do niczego, ale ona wmawiała sobie, że
jest dobrze, że przecież musi być wyrozumiała.
Minął rok odkąd zaczęli być razem,
ale ich relacja cały czas stała nad przepaścią. Gdy jedno chciało skoczyć,
drugie trzymało je mocno za dłonie. Tworzyli dla siebie toksyczną
rzeczywistość, w której zbudowali sobie iluzje szczęścia.
W styczniu nie wytrzymała i zostawiła
go, ale na jedynie kilka dni. Szybko wrócił, jak bumerang. Prosił, rozmawiał,
przekonywał, wspominał same dobre momenty, więc i ona popłynęła z nim tym
statkiem. Dryfowali na malutkiej łódce w poszukiwaniu stałego lądu, który byłby
czymś bezpieczniejszym. Nic nie trzymało się kupy, wciąż się rozstawali i ponownie
do siebie wracali. W międzyczasie ona znalazła nowe uczucie, który przez to, że
było zakazanym owocem smakowało wybornie. Dała mu tym argument, do tego że to
ona niszczy ten związek. Wycofała się z obu relacji, by po chwili ponownie
wrócić do niego. Ledwo dawała radę. Dużo chorowała, ze stresu wciąż miała
gorączkę, często traciła głos i była wyczerpana. Nie dawał jej spokoju. Nawet
gdy już nie chciała z nim rozmawiać, przyjeżdżał pod same drzwi, pukał i
zmuszał tym do kolejnej dyskusji, która nie prowadziła do niczego. Nie kochali
się już od dawna, łączyło ich jedynie przywiązanie, ale przez wzgląd na szkołę,
wspólnych znajomych, nie potrafili się rozstać.
Druga klasa przyniosła jej przyjaźń,
jakiś nowy rodzaj relacji, dzięki której mogła choć na moment uciec. Marcin był
taką bezpieczną przystanią, szczerą, ale i niewinną. W szkole wolała spędzać
czas właśnie z nim, bo sprawiał, że na jej twarzy pojawiał się uśmiech, a nie
łzy. Pijali razem kawę, czasem więcej niż jedną, rozmawiali na zajęciach komputerowych…
– Jesteś moim bratem bliźniakiem z
innej matki – powiedziała do niego któregoś dnia.
Nie znali się świetnie, ale ona
gdzieś tam w głębi duszy nazywała go swoim przyjacielem, za to że emanował
spokojem. Pomiędzy kłótniami ze swoim chłopakiem to właśnie Marcin sprawiał, że
zapominała o problemach.
W czerwcu jej życie zmieniło się
diametralnie. Zostawiła go definitywnie, wręcz przyrzekła sobie, że już nigdy
do niego nie wróci, a wakacje, na które on zawsze wyjeżdżał do swojego
rodzinnego miasta, były idealnym czasem na zapomnienie. Dodatkowo dostała się
na praktyki zagraniczne, na które jechali jej dobrzy znajomi i Marcin. Cieszyła
się, bo wiedziała, że to będzie dobry czas.
Lato pod znakiem samotności było cudowne.
Spędzała dużo czasu z przyjaciółmi, nie widywała go i nawet na moment udało jej
się zapomnieć. Wzięła wdech i uśmiechnęła się do wolności. Już od tak dawna o
niej marzyła, że powoli w głowie stawała się czymś niedoścignionym, a jednak
dogoniła ją i pazernie zacisnęła w dłoni. Radość nie trwała zbyt długo, bo
spotkała go i pierwsze skrzypce zagrała litość. Wychudł, zbladł i spoglądał na
nią takim wzrokiem… Poczuła, że jak do niego nie wróci to go zniszczy
doszczętnie. Byli razem, albo nie byli, kto ich tam wie. Raz widywano ich trzymających
się za ręce, a zaraz pochłonięci byli w kłótni. Raz mówili, że są razem, a zaraz
on zaprzeczał w gronie kolegów. Budowali dom bez fundamentów, a to nigdy nie
kończy się dobrze.
Nie czuła do niego nic, kompletnie.
Wolała spędzać każdą wolną chwilę z Marcinem, o co często się kłócili. Zamiast
siedzieć z nim, wolała usiąść obok przyjaciela. Jedli razem drugie śniadanie,
rozmawiali, śmiali się, ona dużo śpiewała, a on jedynie się uśmiechał. Nie
widziała w Marcinie nikogo więcej po za dobrym kolegą z klasy, pewnego rodzaju
przyjaciela, choć nie do końca. Przecież prawie nic o nim nie wiedziała, on o
niej zresztą też nie. Ich relacja opierała się na śmiechu i codziennym rytuale
picia kawy na długiej przerwie. Nic po za tym.
Jeszcze przed wyjazdem na praktyki,
o które też zresztą kłóciła się ze swoim chłopakiem, bo przecież miał jechać z
nimi Marcin, a on był o niego zazdrosny. Zapewniała go, że to tylko kolega, że
nic ich nie łączy i nie połączy, bo przecież Marcin nie jest w jej typie… Nawet
żaliła się bliskiej osobie, że ta zazdrość wszystko niszczy.
– A jesteś pewna, że nic was nie
łączy? – zapytała znajoma. Pokiwała głową, z pewnością w sercu – A co jak nagle
coś między wami zakwitnie?
– Nie ma takiej opcji, przecież my
się tylko kolegujemy. Daj spokój, Marcin to Marcin, a nie żaden chłopak –
urwała temat.
Raz jej się śnił, był bliżej niż
zazwyczaj, ale ona od razu stwierdziła, że to tylko głupi sen, że nigdy by z
nim nie była. Wydawał jej się nieśmiałym i za cichym chłopakiem, a wizja tego,
że ona w tym związku musiałaby nosić spodnie
od razu ją zniechęcała. Marzyła o tym, żeby ktoś ją adorował, zdobywał,
a Marcin charakterem nijak jej do tego nie pasował.
Nadszedł czas wyjazdu. Niby
pożegnała się ze swoim chłopakiem, niby jej nie zależało, ale jak zobaczyła, że
na przystanku wszyscy jej znajomi, którzy mają parę żegnają się czule, coś w
niej pękło. Jej druga połówka nawet nie zaproponowała, że przyjedzie. Wsiedli
do autobusu, na samym końcu, gdzie było pięć miejsc. Siedzieli w rzędzie. Marcin,
ona, koleżanka i dwóch kolegów z klasy. Grali w karty, żartowali, opowiadali
dowcipy, a swoim śmiechem zarażali połowę autobusu. Zjedali tonę przysmaków
oraz słodyczy, ale nikt wtedy nie liczył kalorii.
Siedząc obok Marcina nie czuła
żadnego skrępowania, chyba że odpisywała na tysięcznego sms’a od ówczesnego
chłopaka. Zamęczał ją pytaniami, domagał się atencji, a ona bawiła się zbyt
dobrze, by wciąż wlepiać wzrok w telefon. Czuła się tym wszystkim zmęczona, ale
pokornie odpisywała, odbierała telefony, przepraszała że nie odpowiedziała w
ciągu minuty. Wręcz widziała jak towarzysze jej podróży przewracają oczami, ale
starała się to ignorować. Za granicą miał ją czekać święty spokój.
Nastała noc, trochę szybciej niż się
tego spodziewali. Kierowca włączył jakiś polski film, światła w autokarze
zgasły, większość pasażerów układała się do snu, tylko oni z tyłu jeszcze się
podśmiechiwali. Nie trwało to jednak zbyt długo, bo i jej koleżanka i dwóch
kolegów zapali w sen, została tylko ona i Marcin. Szeptali do siebie,
chichotali, ale tylko przez moment, bo ani się spostrzegła, a jej powieki
stawały się coraz cięższe. Nawet nie wiedziała, w którym momencie zasnęła na
jego ramieniu, choć mimo wszystko wciąż był to bardzo zachowawczy gest. Za
każdym razem, gdy budziła się na niedługą chwilę ponownie pytała, czy może
ułożyć się na jego ręce. W końcu podjęła decyzje, choć była ona bardzo
nieświadoma, że złapie go za ramię. Poczuła wtedy pod palcami jak spiął
mięśnie. Dla niego musiało być to bardzo krępujące, bo był w pełni świadomy.
Nie mógł zasnąć, więc całą drogę wpatrywał się w okno i służył za poduszkę
przyjaciółce, która smacznie spała.
Gdy obudziła się o poranku,
docierali do celu i cała to noc nie była dla niej niczym nadzwyczajnym,
właściwie wcale nie analizowała tego co się wydarzyło, on też nie podejmował
tematu. Później wszystko poszło bardzo szybko, bo gdy dotarli na miejsce
musieli wysiąść z autokaru i metrem przetransportować się do hostelu, w którym
mieli zamieszkać na czas tych praktyk. Nie było to łatwe, bo po drodze czekały
ich horondalne ilości schodów, a z ciężkimi walizkami wydawało się to nie do
przejścia. Wtedy on ponownie przyszedł jej z pomocą, bo zaraz po tym jak
wyniósł swój bagaż wracał po jej.
Po zameldowaniu, prysznicu i
obiedzie rozdzwoniły się telefony. Każdy opowiadał o podróży, o pierwszych
wrażeniach. Jej chłopak zadzwonił dopiero wieczorem, a ona już wiedziała, że
nie chce z nim rozmawiać, że chce iść do pokoju chłopaków i spędzić z nimi miło
czasu. Nawet nie tęskniła, nie czuła potrzeby opowiadania mu co i jak…
Zadzwonił raz, ale one miały w pokoju bardzo słaby internet.
Kolejne trzy dni nie odzywał się do
niej wcale, a ona nawet nie walczyła o kontakt, zajęta myśleniem o kimś innym.
Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego jak bardzo i jak szybko zbliża się do
Marcina. Żartowała, rzucała w jego
stronę aluzję, które mocno wykraczały poza granicę przyjaźni, a on początkowo
nie mówiąc nic uśmiechał się, a czasem wybuchał kontrolowanym śmiechem. Lubiła,
gdy na jego twarzy malowała się radość, lubiła rozbawiać ludzi, ale po jakimś
czasie zobaczyła, że rozśmieszanie właśnie jego, uwielbia. Jego śmiech był tak
melodyjny, zarażał innych… Po raz pierwszy odpowiedział na jej niewinna
zaczepkę, gdy chciała, by przyrzekł, że jak skończą 28 lat i będą singlami to
wezmą ślub. Pokiwał głową, coś mruknął i prawdopodobnie nie wziął tego na
serio, a ona zobaczyła otwarte drzwi. Poszła o krok dalej i o dziwo on
potruchtał zaraz za nią.
Nie spała za wiele, właściwie całe
noce drzemała w gotowości, a wtedy pozwalała sobie na rozplątywanie myśli o
Marcinie. Nie skupiała się na tym, do momentu aż zaczęła analizować jego słowa
i zachowania. Czuła się jak małe dziecko, które czegoś chce i nie może tego
dostać, a jednocześnie wciąż widziała czerwone światło. Był blisko, na
wyciągnięcie ręki, a mimo wszystko tak daleko. Nigdy nie powiedział „tak”, ale
nie powiedział również „nie”, bo żadne pytanie wprost nie padło. No i był jej
chłopak, tam gdzieś daleko, w Polsce. Pewnie obgryzał paznokcie, zarzekał się, że
pierwszy się nie odezwie i wyklinał ją w głowie.
Wieczorami dużo razem leżeli, każdy
pod swoją kołdrą, a mimo to żartowali, że są małżeństwem. Bawili przy tym
wszystkich zgromadzonych.
Trzeciego dnia, gdy oglądali wszyscy
razem film, zadzwonił jej telefon. Napis na ekranie sprawił, że przełknęła zbyt
głośno ślinę, dzięki czemu wszyscy wiedzieli, kto dzwoni. Wygramoliła się spod
kołdry i najciszej jak potrafiła wymknęła się z pokoju, by odbyć rozmowę,
której bała się najbardziej na całym świecie.
– Już się puściłaś? – wciśnięcie
zielonej słuchawki, po którym usłyszała takie słowa, było najgorszym
posunięciem. Westchnęła, wiedząc, że to jeszcze nie koniec wywodu. To dopiero
początek litanii, której miała być świadkiem, bo przecież nie rozmówcą.
Coś krzyczał, zniżał głos i
moralizował, ale żadne z tych słów nie trafiło do jej serca. Przez uszy do
głowy, z głowy drugim uchem w świat. Nie
przejęła się, nie zamartwiała, a przede wszystkim nie ugięła. Po kilku minutach
wyzwisk, obelg i nic nie wartych słów, rozłączył się. Wtedy pozwoliła sobie na
westchnięcie. W ustach czuła smak braku szacunku, który nie chciał po niej
spłynąć jak wszystkie inne słowa. Telefon w je dłoni zawibrował, trochę dłużej
niż na sms’a, machinalnie odebrała połączenie.
– Chcesz jeszcze ze mną być? –
czekała na to pytanie cały ten czas, nie do końca zdając sobie z tego sprawę.
Chciała odpyskować, zapytać czy oni w ogóle jeszcze są razem, ale powstrzymała
się, nie chcąc dłużej ciągnąć tej rozmowy i tego związku.
– Nie – wręcz szepnęła, jakby bała
się, że głos jej zadrży, a on to wyczuje i będzie próbował z tej nicości złożyć
coś więcej.
– Miłych praktyk – odpowiedział i
się rozłączył tym razem nie wyczuwała zdenerwowania.
Wróciła do pokoju. Nie zmieniło się
tam zbyt wiele, te kilka minut nie zaburzyły ładu ani porządku. Świat się nie
zatrzymał, ludzie nie poumierali, a ramiona Marcina wciąż nieświadomie czekały
na jej dotyk. Przykleiła się do niego jak magnes, otuliła go jak ośmiornica
swoimi mackami, a on ani drgnął. Oddał się jej, ale nie dał nic od siebie,
jakby czekał na pewien rodzaj przyzwolenia.
– Zerwałam z nim – powiedziała na
głos, dając mu przy tym klucz.
Złapał jej rękę, która leżała na
jego klatce piersiowej i zaczął rysować na niej niezidentyfikowane kształty. Głaskał
delikatnie, jakby bał się, że jej dłoń się zaraz rozpadnie. Pozwalała mu na
każdy gest w środku czując, że się rozpłynie. Błyskawicznie łatał każdą dziurę
w jej sercu, sklejał najmniejsze odpryski i otulał czułością, której nie znała…
A później, po zakończonym filmie, poklepał ją po ramieniu i wyszedł wraz z
kolegami do swojego pokoju. Miała nadzieję, że zostanie, ale tak się nie stało.
Znów nie spała, znów się zadręczała
myślami… Kolejny dzień wcale nie przyniósł już wytchnienia, tak jak to robił zawsze.
Czuła się jak porcelanowa lalka, której niewiele potrzeba do tego, by się
potłukła. Sama do końca nie wiedziała co ją dręczy, czy to że w końcu wybudziła się z najgorszego koszmaru, czy
może to, że poczuła wewnątrz niewielką iskrę i wiedziała, że on też mógł ją
poczuć, a mimo to stchórzył.
Cały dzień minął im jak zwykle.
Drzemka w pociągu w drodze, praca przy komputerze, przerwa, na której śmiali
się i rozmawiali jak zwykle, szybkie zakupy i powrót do domu, gdzie czekało ich
popołudnie w kuchni. Gotowanie obiadu, popijanie cappuccino i podśpiewywanie
pod nosem. Wszystko tak jak zawsze, a mimo to czuła to napięcie pomiędzy nią i
Marcinem. Wciąż go zaczepiała, on wciąż odpowiadał na każdą jej zaczepkę, a
mimo to nie wiedziała dokładnie do czego to prowadzi. W lodówce chłodziły się
drinki na wieczór i ta myśl dodała jej pewności siebie. To dziś nie wypuszczę
go z pokoju, poproszę by został, a procenty mi w tym pomogą.
Szybka kolacja w świetnym
towarzystwie. Kucharz zaserwował ryż z kurczakiem i papryką i choć nie było go
wiele jedli ze smakiem opowiadając sobie jak minął im dzień. Ukradkowe
spojrzenia pomiędzy kolejnymi kęsami tylko zagrzewały ją do walki o
niebieskookiego, nieśmiałego chłopaka. Stał się dla niej rodzajem pucharu,
który chciała zdobyć.
Prysznic dłużył jej się
niemiłosiernie i choć starała się zachowywać normalnie, wciąż myślała o tym co
może nadejść. Marzenia krążyły gdzieś na granicy świadomości i choć bardzo
chciała je chwycić, pociągnąć, nie wiedziała czy może…
Zakład z jednym kolegą był
przypadkową możliwością. Mieli wypić drinki szybko i zobaczyć kogo pierwszego
rozłożą na łopatki. Wszyscy wiedzieli, że to będzie ona, ale nikt nie
protestował. Gadka szmatka, nie mająca większego sensu. Pijane pogadanki, kilka
słów za dużo… Alkohol nie robił z jej głową i ustami nic dobrego, prócz tego,
że unosiła ją odwaga. On wyczuł, że coś
się święci, że cała ta sytuacja coś znaczy, ale nie zrobił żadnego gestu, by
okazać swoje stanowisko. Czekał, od początku do końca.
Zanurzyła się tak głęboko, że wstyd
przestał istnieć. Paplała o sprawach, o których nigdy nawet nie chciała
rozmawiać, ale wtedy nie czuła, że to wiadro żalu wylane na towarzyszących jej
znajomych nie jest dobrym pomysłem. Leżał obok niej, tak blisko, a jednak tak
daleko. Ich ciała nigdy nie były bardziej nieruchome, bardziej ospałe,
zestresowane każdym oddechem. Napięcie rosło, ale po cichu, w ciemnym kącie
pokoju, czekając na możliwość wybuchu.
Został z nią, bo będąc upojona,
miała odwagę poprosić, by nie wychodził. Zgasło światło, oni leżeli obok siebie
na jednoosobowym łóżku, pod jedną kołdrą i na jednej poduszce. Nigdy nie byli
aż tak blisko. Coś szeptali, trochę się śmiali, ich twarze dzieliły milimetry.
Policzek do policzka, stykające się nosy, mieszające się ze sobą oddechy… Świat
na moment się zatrzymał, wszystko zamarło w oczekiwaniu na ten moment, na ten
mały wybuch, który dłużył się niemiłosiernie. Ich usta spotkały się nieśmiało,
tak samo zastygłe w bezruchu jak reszta ciała. Zanurzyła się ponownie, tylko
tym razem w jego bliskości, ale stamtąd nie było tak łatwo wypłynąć. Przepadła,
wróciła na moment, by przyswoić rzeczywistość i ponownie się zapadała. Oddała
się temu gestowi bez opamiętania, z przyjemnym zapomnieniem.
Otoczyła ich bańka, odgrodziła od
świata, a każda z jej ścianek choć cienka, chroniła niczym bunkier, nie
dopuszczając nawet odgłosów życia. Słyszeli tylko swoje oddechy, czuli bicie
serc i widzieli swoje twarze. Odpływali w dal, zostawiając rzeczywistość za
sobą, zaskoczeni, że tak wiele łączy nie tylko dusze, ale również ich ciała.
Od tamtej pory jej życie to uśmiech,
na jego widok. To głośny śmiech w środku ciemnej nocy, to jego duże dłonie na
jej biodrach i mokry pocałunek na karku, to złość o błahostki i szybkie
porozumienie. To wulkan emocji i spokojne morze. To przyjaźń i miłość w jednej
relacji. To skarb, który odkopała 1500 kilometrów od domu, choć wciąż miała go
przy sobie…
Po raz kolejny stał w jej drzwiach. Spoglądał na nią zupełnie inaczej, jakby bał się tego co zrobi. Cudownie było widzieć niepewność krążącą w jego oczach, bywała tam rzadko. Nie odzywając się, gestem kazała mu wejść do środka. On również milczał, jakby obawiał się, że powie coś nie tak. Tylko ona zdawała sobie sprawę, że oboje są winni, on znał tylko własną winę, jej była dla niego niczym niewidoczny dym, wyczuwalny, ale niedostrzegalny.
Położyła się na łóżku, w tej samej pozycji, co przed jego przyjściem. Wbiła wzrok w ścianę, leżąc do niego plecami. Wciąż liczyła, że może jeszcze się rozmyśli, że wyjdzie rozumiejąc okazywaną mu niechęć. On jednak stał w drzwiach, bez butów, ale z plecakiem na plecach.
- Czemu nie ma cię w szkole?
- Bo jestem tutaj.
- Nikt cię tu nie zapraszał - złość.
- Myślę, że musimy porozmawiać.
- Nie mamy już o czym Ken, znasz moje zdanie na ten temat - pewność siebie.
- Ale ty mnie nie wysłuchałaś.
- Bo od kilku miesięcy, właściwie od zawsze, powtarzasz to samo. Jest ci przykro, przepraszasz i żałujesz, po czym ponownie wbijasz mi nóż między żebra. Mam tego dość - obojętność.
- To on ci coś nagadał, prawda?
- Nie wiem o kim mówisz, nikogo nie ma - kłamstwo.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie.
Usiadła na łóżku spoglądając w jego stronę.
- Mów - litość.
- Kocham cię i nie dam ci tak łatwo odejść. Już tyle razem przeżyliśmy. Wiem, że ty również mnie kochasz, że nie pozwolisz tego zaprzepaścić.
Kocham cię, dlatego musisz ze mną być. Wytrzymałaś te wszystkie kołki, które wbijałem ci w samo serce, więc i to przetrzymasz. Na pewno mnie kochasz, jestem dla ciebie dobry, dlatego będziesz ze mną z litości.
Brak reakcji z jej strony zachęcił go do tego, by podejść bliżej, by zdjąć plecak, by położyć go na podłodze, a samemu zasiąść na krańcu łóżka. Złapał ją za nogę, pozornie czule, ale ona czuła determinację w tym geście. Jesteś moja. Przesunął ją wyżej, dzięki czemu zaczął się przybliżać.
- IS proszę cię - desperacja w jego głosie doprowadzała ją na skraj cierpliwości, by przepaść w litość.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a ona przestałam się opierać. Po prostu sprawdzę.
Widząc jej wyraźny brak oporu zaczął ją dotykać wszędzie, zapominając o wcześniejszym konflikcie. Całował, okazywał czułość, ale nie doprowadzał do szaleństwa. Jej mózg pracował na zdwojonych obrotach, przeliczając prawdopodobieństwo i notując każdą kolejną emocję, która się w niej rodziła po wpływem jego dotyku. Musiała wiedzieć czy go jeszcze kocha, czy choć jej ciało na niego zareaguje. Był tak bardzo blisko. Co rusz kradł buziaki, choć jej usta wręcz piekły od wyrzutów sumienia. W miejscach gdzie przesuwały się jego dłonie czuła ból, jakby ktoś przypalał je zapalniczką, ale nie mogła się wycofać. Musiała w to brnąć, by w końcu poznać prawdę, która nadeszła szybciej niż by się tego spodziewała.
W momencie gdy stali się całością poczuła gule w gardle, a oczy zostały zaatakowane przez łzy. Zacisnęła powieki, by zachować te emocje jedynie dla siebie. Zacisnęła zęby, by móc to bezgłośnie przetrwać...
Ruszał się powoli, z pewnego rodzaju czułością, pozorną. Otaczał ją ramionami i próbował złapać jej wzrok, który błądził w odmętach sufitu. Chciała tak głośno krzyczeć, szarpać się i wyrywać, a trwała bez ruchu czując się zupełnie otępiała. Namiętność zmieszana z pożądaniem kompletnie go pożarły, to mieszanka wybuchowa, dlatego nawet nie zauważył, że nie wykonuję żadnych ruchów i nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Czy tego chciała się dowiedzieć? Przecież już od dawna to wiedziała. Znała jego egoizm najlepiej na świecie.
Uprawiał ze nią seks, choć jej wcale tam nie było. Gdyby nie jej przyzwolenie, można by było uznać, że zgwałcił ją, ale emocjonalnie. Nie zauważył, nie zajrzał głęboko, by dostrzec ten ból. Po prostu skupił się na czerpaniu przyjemności z jej ciała.
Jeszcze moment... Powtarzała sobie. Wiedziała jednak, że to niczego nie skończy, wręcz przeciwnie. Zacznie się prawdziwe cierpienie, zmieszane z wyrzutami sumienia, a po wszystkim będzie szukała pocieszenia w ramionach innego mężczyzny, ale tylko przez moment. Od zawsze jej ból, był jedynie i tylko jej. Nie dzieliła się nim z nikim, dusząc się powietrzem. Masochistka z zimną krwią.
- Było cudownie, kocham cię - pocałował ją w ramię, a ona jedynie westchnęła. Zwinęła się w niewielką kulkę i oddychała głęboko, zbyt głośno, by nie zauważył, ale i zbyt cicho, żeby zrozumiał - Wszystko w porządku? - zapytał z obowiązku. Nawet nie spojrzał.
- Wynoś się - szepnęła pierwszy raz szczerze. Nie chciała go teraz widzieć, ale wiedziała, że nie wyjdzie szybko, nie po czymś takim - Muszę to wszystko przemyśleć - wyjaśniła uspokajając głos. W te słowa włożyła dużo mniej jadu.
- Ale przecież my... - przerwał zdezorientowany. Wciąż niczego nie rozumiał - Myślałem, że po tym... - ponownie przerwał, pochylając się w moją stronę. Chciał spojrzeć mi głęboko w oczy, ale było już za późno na takie czułości.
- Po prostu proszę cię o to, żebyś wyszedł - powtórzyła wyraźnie, mocno akcentując. Oboje wiedzieli, że to prośba nie była.
Wstał, ubrał się pospiesznie i udał się do przedpokoju. Przytulił ją na pożegnanie, a wzdłuż jej kręgosłupa mimowolnie przeszedł dreszcz obrzydzenia.
- Odezwij się - pocałował ją w policzek i po prostu wyszedł, tak jak go o to prosiła.
Przestała hamować łzy, pozwoliła im zmoczyć całe policzki i koszulkę. Brzydziła się siebie, a to zmiażdżyło ją dużo bardziej niż jakiekolwiek jego słowa.
Położyła się na łóżku, w tej samej pozycji, co przed jego przyjściem. Wbiła wzrok w ścianę, leżąc do niego plecami. Wciąż liczyła, że może jeszcze się rozmyśli, że wyjdzie rozumiejąc okazywaną mu niechęć. On jednak stał w drzwiach, bez butów, ale z plecakiem na plecach.
- Czemu nie ma cię w szkole?
- Bo jestem tutaj.
- Nikt cię tu nie zapraszał - złość.
- Myślę, że musimy porozmawiać.
- Nie mamy już o czym Ken, znasz moje zdanie na ten temat - pewność siebie.
- Ale ty mnie nie wysłuchałaś.
- Bo od kilku miesięcy, właściwie od zawsze, powtarzasz to samo. Jest ci przykro, przepraszasz i żałujesz, po czym ponownie wbijasz mi nóż między żebra. Mam tego dość - obojętność.
- To on ci coś nagadał, prawda?
- Nie wiem o kim mówisz, nikogo nie ma - kłamstwo.
- Proszę cię, wysłuchaj mnie.
Usiadła na łóżku spoglądając w jego stronę.
- Mów - litość.
- Kocham cię i nie dam ci tak łatwo odejść. Już tyle razem przeżyliśmy. Wiem, że ty również mnie kochasz, że nie pozwolisz tego zaprzepaścić.
Kocham cię, dlatego musisz ze mną być. Wytrzymałaś te wszystkie kołki, które wbijałem ci w samo serce, więc i to przetrzymasz. Na pewno mnie kochasz, jestem dla ciebie dobry, dlatego będziesz ze mną z litości.
Brak reakcji z jej strony zachęcił go do tego, by podejść bliżej, by zdjąć plecak, by położyć go na podłodze, a samemu zasiąść na krańcu łóżka. Złapał ją za nogę, pozornie czule, ale ona czuła determinację w tym geście. Jesteś moja. Przesunął ją wyżej, dzięki czemu zaczął się przybliżać.
- IS proszę cię - desperacja w jego głosie doprowadzała ją na skraj cierpliwości, by przepaść w litość.
Przybliżył się jeszcze bardziej, a ona przestałam się opierać. Po prostu sprawdzę.
Widząc jej wyraźny brak oporu zaczął ją dotykać wszędzie, zapominając o wcześniejszym konflikcie. Całował, okazywał czułość, ale nie doprowadzał do szaleństwa. Jej mózg pracował na zdwojonych obrotach, przeliczając prawdopodobieństwo i notując każdą kolejną emocję, która się w niej rodziła po wpływem jego dotyku. Musiała wiedzieć czy go jeszcze kocha, czy choć jej ciało na niego zareaguje. Był tak bardzo blisko. Co rusz kradł buziaki, choć jej usta wręcz piekły od wyrzutów sumienia. W miejscach gdzie przesuwały się jego dłonie czuła ból, jakby ktoś przypalał je zapalniczką, ale nie mogła się wycofać. Musiała w to brnąć, by w końcu poznać prawdę, która nadeszła szybciej niż by się tego spodziewała.
W momencie gdy stali się całością poczuła gule w gardle, a oczy zostały zaatakowane przez łzy. Zacisnęła powieki, by zachować te emocje jedynie dla siebie. Zacisnęła zęby, by móc to bezgłośnie przetrwać...
Ruszał się powoli, z pewnego rodzaju czułością, pozorną. Otaczał ją ramionami i próbował złapać jej wzrok, który błądził w odmętach sufitu. Chciała tak głośno krzyczeć, szarpać się i wyrywać, a trwała bez ruchu czując się zupełnie otępiała. Namiętność zmieszana z pożądaniem kompletnie go pożarły, to mieszanka wybuchowa, dlatego nawet nie zauważył, że nie wykonuję żadnych ruchów i nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Czy tego chciała się dowiedzieć? Przecież już od dawna to wiedziała. Znała jego egoizm najlepiej na świecie.
Uprawiał ze nią seks, choć jej wcale tam nie było. Gdyby nie jej przyzwolenie, można by było uznać, że zgwałcił ją, ale emocjonalnie. Nie zauważył, nie zajrzał głęboko, by dostrzec ten ból. Po prostu skupił się na czerpaniu przyjemności z jej ciała.
Jeszcze moment... Powtarzała sobie. Wiedziała jednak, że to niczego nie skończy, wręcz przeciwnie. Zacznie się prawdziwe cierpienie, zmieszane z wyrzutami sumienia, a po wszystkim będzie szukała pocieszenia w ramionach innego mężczyzny, ale tylko przez moment. Od zawsze jej ból, był jedynie i tylko jej. Nie dzieliła się nim z nikim, dusząc się powietrzem. Masochistka z zimną krwią.
- Było cudownie, kocham cię - pocałował ją w ramię, a ona jedynie westchnęła. Zwinęła się w niewielką kulkę i oddychała głęboko, zbyt głośno, by nie zauważył, ale i zbyt cicho, żeby zrozumiał - Wszystko w porządku? - zapytał z obowiązku. Nawet nie spojrzał.- Wynoś się - szepnęła pierwszy raz szczerze. Nie chciała go teraz widzieć, ale wiedziała, że nie wyjdzie szybko, nie po czymś takim - Muszę to wszystko przemyśleć - wyjaśniła uspokajając głos. W te słowa włożyła dużo mniej jadu.
- Ale przecież my... - przerwał zdezorientowany. Wciąż niczego nie rozumiał - Myślałem, że po tym... - ponownie przerwał, pochylając się w moją stronę. Chciał spojrzeć mi głęboko w oczy, ale było już za późno na takie czułości.
- Po prostu proszę cię o to, żebyś wyszedł - powtórzyła wyraźnie, mocno akcentując. Oboje wiedzieli, że to prośba nie była.
Wstał, ubrał się pospiesznie i udał się do przedpokoju. Przytulił ją na pożegnanie, a wzdłuż jej kręgosłupa mimowolnie przeszedł dreszcz obrzydzenia.
- Odezwij się - pocałował ją w policzek i po prostu wyszedł, tak jak go o to prosiła.
Przestała hamować łzy, pozwoliła im zmoczyć całe policzki i koszulkę. Brzydziła się siebie, a to zmiażdżyło ją dużo bardziej niż jakiekolwiek jego słowa.
Przeszłość wydaje się czymś odległym. Na co dzień stykamy się z nią bardzo rzadko albo wcale, a jednak ona gdzieś tam jest i wciąż żyje. Ostatnio miałam takie zderzenie z czymś czego wstydzę się po dziś dzień, z zauroczeniem, które wzbudziło we mnie tak wiele emocji. To ta część życia, o której nie mówi się zbyt wiele, która była punktem kluczowym, pewnego rodzaju zmianą, ale niekoniecznie na lepsze. Bo jesteśmy tylko ludźmi i mamy prawo podejmować własne decyzje, albo tak nam się tylko wydaje...
Spojrzała w nie jak zahipnotyzowana. Czułam jak lekki prąd przeszedł przez jej ciało. Pomimo tego, że oczy miał małe i nieco zasłonięte przez opadające powieki, ich przyjemny odcień brązu przywodził jej na myśl roztopioną gorzką czekoladę w ulubionym rondelku jej babci. Zawsze maczały w niej herbatniki, które chrupały do ciepłej herbaty z aromatem pomarańczy. Zaśmiała się nerwowo czując jak w jej wnętrzu rodzi się rój wypoczwarzonych motyli budzących się do życia po długim odpoczynku w kokonach. Dotknęła delikatnie brzucha w miejscu, w którym czuła mrowienie i zaskoczona dotąd nieznanym doznaniem uśmiechnęła się nieznacznie. W jej nerwach budziło się pragnienie, które od razu powędrowało do mózgu. W jej żyłach prócz krwi płynęła namiętność, która w jednej niedługiej chwili wytworzyła się tak naprawdę z niczego. Poczuła chęć, poczuła rodzaj pożądania, nad którym nie umiała zapanować. Różne rodzaje iskier zaczęły krążyć wokół nich i dziwnych trafem poczuli to oboje. Pełne, czerwone wargi zaczęły ją swędzieć, a właściwie czuła się tak jakby wzdłuż nich przechodziło stado małych, czarnych mrówek. Od razu przejechała po dolnej palcem, ale dziwne doznanie wcale nie umknęło, a wręcz się nasiliło. Przegryzła ją, modląc się w duchu by to pomogło, bo owe uczucie zaczęło ją irytować. Wszystko zaczęło jej się mieszać w mózgu i miała wrażenie, że myśli zaplątują się jedna w drugą tworząc coś nowego. Potrząsnęła głową wierząc, że w ten sposób zapobiegnie tworzeniu się dziwnych powiązań. Niestety to nic nie dało.
Oddech jej przyspieszył, a emocje szalały w jej wnętrzu czując co się zapowiada. Jego czarne jak smoła źrenice zmieniały swój rozmiar z każdą sekundą, zadziwiając ją jeszcze bardziej. Widziała w nich to co aktualnie czuła, ale niestety nieśmiałość, która dość często sprawiała nad nią rządy nie pozwalała jej zrobić pierwszego kroku. Ręce zaczęły się trząść niemiłosiernie, dlatego od razu schowała je do kieszeni. Kolana powoli traciły swoją stabilność i z każdym oddechem blokada, w postaci stawów, popuszczała.
Spuścił wzrok i chrząknął dość głośno przerywając narastającą ciszę. Wpatrywał się w swoje buty z za dużym zainteresowaniem. Oboje czuli skrępowanie i namiętność, która wiła się nad ich głowami. Ponownie przegryzła dolną wargę czując, że usta zaczynają niebezpiecznie drżeć. Cała się trzęsła, ale nie z zimna. Wiatr delikatnie powiewał, rozwiewając pasma jej włosów na wszystkie strony, przy okazji otrzeźwiając ją.
– Iza ? – zapytał zachrypniętym głosem wyrywając ją z zamyślenia. Nie spojrzał na nią, a wręcz przeciwnie, wciąż udawał, że jego buty są ciekawsze.
– Pocałuj mnie – szepnęła nie panując nad swoimi słowami. Gdy zdałą sobie sprawę z tego, co powiedziała, odruchowo zakryła usta dłonią. To wystarczyło by na nią spojrzał i zatopił swoje zaskoczone spojrzenie w jej czekoladowych oczach. Bez słowa podszedł bliżej, tak że ich klatki piersiowe stykały się ze sobą. Oboje czuli swoje przyspieszone oddechy i szybciej bijące serca. Atmosfera zgęstniała i wyraźniej czuć było pożądanie. Teraz nie było odwrotu. Oboje tego chcieli.
Czekała na jego pierwszy krok, który dłużył się coraz bardziej. Jego ciepłe jak małe termofory dłonie spoczęły na jej rozdygotanych biodrach. Złapał ją tak mocno i zdecydowanie, ale jednocześnie z wyczuciem. Nabrała raptownie powietrza i zatrzymała je w płucach nie będąc w stanie powtórzyć tego kroku. On przełknął ślinę denerwując się przedłużeniem, które ona nieświadomie stwarzała. W końcu wyczuła ten moment i zebrała w sobie ostatki sił by zarzucić swoje ociężałe ręce na jego kark. Opuszkami palców głaskała w miejscu gdzie kończyły się jego ciemne włosy, a druga w spokoju spoczywała na jego policzku przyozdobionym zarostem. W jednym momencie przechylili głowę i zaczęli się do siebie zbliżać. Poczuła niebezpieczną mieszankę tytoniu i jakiś intensywnych perfum, co idealnie komponowało się z jego budową ciała i osobowością. Był taki dopracowany w każdym calu. Ich wargi się dotknęły i przywarły do siebie tak jakby nigdy nie chciały się opuścić. Przeszedł jej przyjemny dreszcz, który długo błądził pod jej skórą w różnych miejscach jej rozdygotanego ciała. Ich usta stykały się raz za razem, powoli przekształcając pocałunek w coś poważniejszego. Jej palce zacisnęły się na jego karku, a on coraz to mocniej przyciskał jej przestraszone ciało do swojego. Uśmiechała się przez pocałunek i chciała więcej i więcej. Po chwili jednak odsunęli się od siebie nieznacznie, stykając się wciąż nosami i wpatrywali się w swoje radosne, i spełnione oczy.
– Dlaczego się tak we mnie wpatrujesz? – zapytała nieco oszołomiona.
– Bo nie mogę przestać się ciebie uczuć na pamięć – odpowiedział zachwycony.
Manipulował nią przez długi czas. Grał na niej niczym na instrumencie, który należy do niego. Ona zaś oddała się w jego męskie dłonie, tylko po to by móc uciec nieco dalej niż za róg. Szkoda, bo może tam, za rogiem, zauważyłaby jak wielki błąd popełniła. Może tam ktoś powiedziałby jej o konsekwencjach, które poniesie w przyszłości, o cenie jaką przyjdzie jej zapłacić za każde zamienione z nim słowo, za każdy gest, który on jej podaruje... Teraz stoi tu, wcale nie uśmiecha się do tamtych wspomnień. Jest przerażona, bo wie do czego jest zdolna i jak daleko jest w stanie się posunąć.
Zaufanie ma dwie strony medalu, a tak niewielu o tym pamięta...
Spojrzała w nie jak zahipnotyzowana. Czułam jak lekki prąd przeszedł przez jej ciało. Pomimo tego, że oczy miał małe i nieco zasłonięte przez opadające powieki, ich przyjemny odcień brązu przywodził jej na myśl roztopioną gorzką czekoladę w ulubionym rondelku jej babci. Zawsze maczały w niej herbatniki, które chrupały do ciepłej herbaty z aromatem pomarańczy. Zaśmiała się nerwowo czując jak w jej wnętrzu rodzi się rój wypoczwarzonych motyli budzących się do życia po długim odpoczynku w kokonach. Dotknęła delikatnie brzucha w miejscu, w którym czuła mrowienie i zaskoczona dotąd nieznanym doznaniem uśmiechnęła się nieznacznie. W jej nerwach budziło się pragnienie, które od razu powędrowało do mózgu. W jej żyłach prócz krwi płynęła namiętność, która w jednej niedługiej chwili wytworzyła się tak naprawdę z niczego. Poczuła chęć, poczuła rodzaj pożądania, nad którym nie umiała zapanować. Różne rodzaje iskier zaczęły krążyć wokół nich i dziwnych trafem poczuli to oboje. Pełne, czerwone wargi zaczęły ją swędzieć, a właściwie czuła się tak jakby wzdłuż nich przechodziło stado małych, czarnych mrówek. Od razu przejechała po dolnej palcem, ale dziwne doznanie wcale nie umknęło, a wręcz się nasiliło. Przegryzła ją, modląc się w duchu by to pomogło, bo owe uczucie zaczęło ją irytować. Wszystko zaczęło jej się mieszać w mózgu i miała wrażenie, że myśli zaplątują się jedna w drugą tworząc coś nowego. Potrząsnęła głową wierząc, że w ten sposób zapobiegnie tworzeniu się dziwnych powiązań. Niestety to nic nie dało.
Oddech jej przyspieszył, a emocje szalały w jej wnętrzu czując co się zapowiada. Jego czarne jak smoła źrenice zmieniały swój rozmiar z każdą sekundą, zadziwiając ją jeszcze bardziej. Widziała w nich to co aktualnie czuła, ale niestety nieśmiałość, która dość często sprawiała nad nią rządy nie pozwalała jej zrobić pierwszego kroku. Ręce zaczęły się trząść niemiłosiernie, dlatego od razu schowała je do kieszeni. Kolana powoli traciły swoją stabilność i z każdym oddechem blokada, w postaci stawów, popuszczała.
Spuścił wzrok i chrząknął dość głośno przerywając narastającą ciszę. Wpatrywał się w swoje buty z za dużym zainteresowaniem. Oboje czuli skrępowanie i namiętność, która wiła się nad ich głowami. Ponownie przegryzła dolną wargę czując, że usta zaczynają niebezpiecznie drżeć. Cała się trzęsła, ale nie z zimna. Wiatr delikatnie powiewał, rozwiewając pasma jej włosów na wszystkie strony, przy okazji otrzeźwiając ją.
– Iza ? – zapytał zachrypniętym głosem wyrywając ją z zamyślenia. Nie spojrzał na nią, a wręcz przeciwnie, wciąż udawał, że jego buty są ciekawsze.
– Pocałuj mnie – szepnęła nie panując nad swoimi słowami. Gdy zdałą sobie sprawę z tego, co powiedziała, odruchowo zakryła usta dłonią. To wystarczyło by na nią spojrzał i zatopił swoje zaskoczone spojrzenie w jej czekoladowych oczach. Bez słowa podszedł bliżej, tak że ich klatki piersiowe stykały się ze sobą. Oboje czuli swoje przyspieszone oddechy i szybciej bijące serca. Atmosfera zgęstniała i wyraźniej czuć było pożądanie. Teraz nie było odwrotu. Oboje tego chcieli.
Czekała na jego pierwszy krok, który dłużył się coraz bardziej. Jego ciepłe jak małe termofory dłonie spoczęły na jej rozdygotanych biodrach. Złapał ją tak mocno i zdecydowanie, ale jednocześnie z wyczuciem. Nabrała raptownie powietrza i zatrzymała je w płucach nie będąc w stanie powtórzyć tego kroku. On przełknął ślinę denerwując się przedłużeniem, które ona nieświadomie stwarzała. W końcu wyczuła ten moment i zebrała w sobie ostatki sił by zarzucić swoje ociężałe ręce na jego kark. Opuszkami palców głaskała w miejscu gdzie kończyły się jego ciemne włosy, a druga w spokoju spoczywała na jego policzku przyozdobionym zarostem. W jednym momencie przechylili głowę i zaczęli się do siebie zbliżać. Poczuła niebezpieczną mieszankę tytoniu i jakiś intensywnych perfum, co idealnie komponowało się z jego budową ciała i osobowością. Był taki dopracowany w każdym calu. Ich wargi się dotknęły i przywarły do siebie tak jakby nigdy nie chciały się opuścić. Przeszedł jej przyjemny dreszcz, który długo błądził pod jej skórą w różnych miejscach jej rozdygotanego ciała. Ich usta stykały się raz za razem, powoli przekształcając pocałunek w coś poważniejszego. Jej palce zacisnęły się na jego karku, a on coraz to mocniej przyciskał jej przestraszone ciało do swojego. Uśmiechała się przez pocałunek i chciała więcej i więcej. Po chwili jednak odsunęli się od siebie nieznacznie, stykając się wciąż nosami i wpatrywali się w swoje radosne, i spełnione oczy.
– Dlaczego się tak we mnie wpatrujesz? – zapytała nieco oszołomiona.
– Bo nie mogę przestać się ciebie uczuć na pamięć – odpowiedział zachwycony.
Manipulował nią przez długi czas. Grał na niej niczym na instrumencie, który należy do niego. Ona zaś oddała się w jego męskie dłonie, tylko po to by móc uciec nieco dalej niż za róg. Szkoda, bo może tam, za rogiem, zauważyłaby jak wielki błąd popełniła. Może tam ktoś powiedziałby jej o konsekwencjach, które poniesie w przyszłości, o cenie jaką przyjdzie jej zapłacić za każde zamienione z nim słowo, za każdy gest, który on jej podaruje... Teraz stoi tu, wcale nie uśmiecha się do tamtych wspomnień. Jest przerażona, bo wie do czego jest zdolna i jak daleko jest w stanie się posunąć.
Zaufanie ma dwie strony medalu, a tak niewielu o tym pamięta...
Dwadzieścia lat. Przeskoczenie kolejnej belki, kolejnej bramki, kolejnej niewidzialnej granicy jaką tworzymy my, ludzie. Odsunięcie lat nastoletnich w kąt i zmierzenie się z kolejną falą problemów, z wyższej półki.Śmiech przez łzy, zamieniony na łzy ze stresu.
Stres ściskający żołądek, skaczący po płucach i wyłączający mózg.
Miłość, ale ta stabilna, definiowana przez bezpieczeństwo.
Przyjaźń jedynie wartościowa, bo na inną nie ma już czasu.
Pasja, która powoli przeobraża się w coś więcej niż kilka słów na tablicy "Celi".
Przyszłość zbliżająca się jeszcze większymi krokami.
Nie poczułam się stara, poczułam się w pełni dojrzała, trochę jak dłużej leżakujące jabłko. Czerwone i soczyste, ale nie zgniłe, bo na to mam jeszcze trochę czasu.
W tym roku, w momencie, gdy jeszcze znajduję się przez chwilę na stabilnym moście, chciałabym się wyspowiadać. Nie potrzebuje rozgrzeszenia, słów pocieszenia, czy współczucia. Potrzebuje wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, by móc w ten "Nowy rozdział" wkroczyć z inną energią, z lepszą energią. Dlatego przyszedł czas na mówienie o błędach, kłamstwach i wstydach, które dziurawią moją dotychczasową drogę.
Kolejny rok przepłynął mi przez palce niczym przyjemnie ciepła woda z oceanu. Po raz kolejny robię podsumowanie w ten właśnie dzień, w Wigilie, bo jest to dla mnie od zawsze rodzaj jakiegoś radosnego początku. Kojarzy się z narodzeniem, z rozpoczęciem nowego życia, z niepohamowanym szczęściem... Każdy z tych symboli jest dla mnie jasny, czytelny i przede wszystkim trafia w moje serce dużo mocniej, niż fajerwerki.
Wiele się wydarzyło w tym 2017-tym roku, nie da się zaprzeczyć, że był to dla mnie, jak i dla nas, ogromny przełom, ogromne emocje i natłok małych problemów, które na całe szczęście nie przysłoniły mi codzienności. Kolejny zapowiada się dosyć ciężko, pod znakiem zapytania, nie dlatego, że nie wiem co mnie czeka, ale dlatego, że decyzje, które podjęłam w 2017-tym mają swojego odbicie w 2018-tym roku. Czy się boję? Czasem bardziej, czasem mniej, wiem jednak, że choćby nie wiem co, nie poddam się w swoich działaniach i przetrwam, chociażby po to, by móc sobie pogratulować za okrągłe 365 dni.
Dokładnie rok temu zdecydowałam, że wybiorę studia humanistyczne i szczerze mówiąc jeszcze nie wiem czy tego nie żałuję. Patrząc na to wprost, brzmi to dość negatywnie, ale osoby, które studiują doskonale zrozumieją to zdanie. To ogromne "dziękuję" za otworzenie oczu, za ludzi, których poznałam, za rozwinięcie historii, która jeszcze niedawno była niewielkim okienkiem, za uśmiech wykładowców, za pewnego rodzaju dumę, za chęci, które rodzą się tak niespodziewanie, za rozwój, którego z pewnością mi nie zabraknie... Jednakże jest to również ogromne "nie wiem", bo tak właśnie się czuję gdy pomyślę o sesji. To jest obawa, strach, którego nie jest w stanie przezwyciężyć nawet najlepszy i najsympatyczniejszy wykładowca. Jest to też obowiązek, którego nigdy nie jesteś w stanie spełnić tak w stu procentach...
Jedno wiem na pewno, studia to przekochana przygoda, to przekochane osoby, to ukochana forma rozwoju, ale i paraliżujący stres. Myślę, że za rok będę w stanie powiedzieć trochę więcej i spojrzę na to z zupełnie innej strony.
Dokładnie rok temu myślałam o maturze, którą w tym momencie mam już za sobą. Czy to było takie straszne? Chyba nie. Czy chciałabym to powtórzyć? Zdecydowanie nie! Czy są gorsze egzaminy? Oczywiście, że tak. Chociażby życie.
Nie zdałam rewelacyjnie. Nigdy nawet nie mierzyłam w wysokie wyniki. Chciałam jedynie zdać i móc pójść dalej. Z niektórych wyników byłam dumna, inne mnie rozczarowały, a jeszcze inne zaskoczyły. Właściwie dopiero pracując za granicą zrozumiałam, że ta cała matura to bzdura, a wyniki można sobie o tyłek rozbić.
Praca za granicą, czyli moje wielkie marzenie o wielkim zarobku. Można odhaczyć.
Pewnie kiedy indziej napiszę o tym nieco więcej, bo jest o czym...
No i dokładnie rok temu pisałam o wigilii klasowej, o gronie "bliskich" mi osób, o tym ile wnieśli do mojego życia, ile dla mnie znaczą... Z tego miejsca mogę powiedzieć, że spokojnie mogę o nich zapomnieć, bez żadnych wyrzutów sumienia. Nie było ckliwych pożegnań, bo właściwie nie było żadnych. Nawet głupiego "cześć" nie usłyszałam i nie umiem zdecydować, czy mnie to smuci, czy może jest mi to obojętne. Podchodzę do tego dość neutralnie, bo już wiem co to znaczy mieć przy sobie wyjątkowe osoby i wiem, że oni absolutnie nimi nie byli.
Żałowałam tylko, że niektórym nie powiedziałam na odchodne kilku słów. Nie chodzi mi o niemiłe docinki, a raczej coś od serca....
W 2017 znów zaczęłam pisać. Myślę, że to mówi samo za siebie. Poczułam w sobie tę moc, która nie opuszcza mnie ani na krok. Piszę co się da, kiedy się da i ile mam tylko sił. Często znów uśmiecham się do monitora, tak jak w najlepszych czasach.
W 2018 nie wydam książki, ale być może w 2019 zrobię ten kolejny krok... Oczywiście żartuje. Najważniejsze jest to, by pisać dla siebie, publiczność sama przyjdzie, gdy będzie na to czas.
No i wydarzenie ostatniego miesiąca tak naprawdę. Świeża sprawa. Wyprowadziłam się z mojego rodzinnego domu. Była to decyzja przemyślana od początku, do końca i gdzieś tam zaplanowana w odmętach mojej głowy. Wiedziałam, że zdarzy się to niebawem, zresztą moi rodzice również. Widziałam, że jest im ciężko, mnie też było... Ale nie żałuje. W końcu mogę zapraszać ich na kawę i ciastko, znajomi u mnie przesiadują w dużych ilościach i bez limitu czasowego...
Znaleźliśmy swoje nieduże miejsce na Ziemi, gdzie za zamkniętymi drzwiami jesteśmy nietykalni. Problemy tu nie docierają.
W tamtym roku podziękowałam tak wielu osobom i w tym czuję się jeszcze bardziej zobowiązana...
Dziękuję moim rodzicom za każde ich słowo. Właśnie w tym roku pokazaliście mi jak daleko sięga wasza miłość, jak wiele jesteście mi w stanie dać i jak niewiele wymagacie w zamian.
Dziękuję Ci tato, za to że jesteś niezawodny. Nawet nie umiem opisać słowami jak wiele dla mnie znaczysz i wiem, że wcale byś się za to na mnie nie złościł, bo tą cechę akurat dziedziczę po Tobie. Jeździłeś ze mną na drugi koniec Niemiec, sprawiając, że na każdym kilometrze drogi, w każdej sekundzie podróży, czułam się bezpieczna. Otoczyłeś opieką, okazałeś troskę i poświęciłeś się tylko po to, by mieć pewność, że dotarłam cała i zdrowa.
Twoja mądrość nie raz ratowała mnie z opresji i myślę, że uratuje jeszcze nie jedno moje dzieciątko.
Dziękuję Ci przede wszystkim za wsparcie w moich wyborach i za to, że potrafisz swoim kolegom dumnie powiedzieć, że studiuje filologie polską, jakby to było coś niesamowitego.
Dziękuję Ci mamo za każde dobre słowo, za każdy rodzaj troski jaki mi darujesz. Za ciągłe telefony, za to że nie popadasz w panikę i wierzysz we mnie jakbym była omnibusem. Za to, że poratujesz z największych opresji, że przyjedziesz tylko po to, by wybrać się ze mną na zakupy do Tesco. Za to, że przytulasz mnie za każdym razem, gdy jestem w zasięgu wzroku...
Dziękuję Ci za to jaka jestem, bo nauczyłaś mnie niepohamowanej empatii, ciągłego uśmiechu i szczerej miłości. Każda z tych wartości jest pięknem, które podarowałaś mi nie chcąc nic w zamian.
Dziękuję Ci Maja, że jesteś moją siostrą. Odkąd wróciłam za granicy bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i mam nadzieję, że utrzymamy tą relację już zawsze. Ja stałam się nieco cierpliwsza, a wiem, że Ty tego potrzebujesz, a Ty przestałaś mnie odrzucać.
Dziękuję Ci za to, że rozświetlasz mój dzień swoim żartem, uśmiechem i szczerą miłością. Myślę, że przez te wszystkie lata to Ty oberwałaś ode mnie najbardziej, a mimo to, wiem że wskoczyłabyś za mną w ogień bez zastanowienia. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni.
Dziękuję Ci Marcin za to, że udowadniasz mi co dnia, że jesteś tym jedynym. Nie potrzebuje kwiatów, prezentów... Wystarczy mi ta codzienność, w której jesteśmy partnerami.
Dziękuję Ci za to, że zawsze przed wyjściem do pracy przychodzisz mnie pocałować i żegnasz się ze mną. Za to, że robisz mi herbatę nawet jak o to nie proszę. Za to, że oglądasz ze mną seriale, które uważasz za beznadziejne. Za to, że nawet gdy budzisz się wcześniej, otulasz mnie cieplej kołdrą i leżysz obok czekając aż ja otworzę oczy. Za to, że przy Tobie jestem lepsza i chce taka być... Już pisałam to tak wiele razy, ale jesteś moim cudem...
Dziękuję Ci Magda za absolutne wariactwo, które wprowadzasz w moje życie. Za ciągłe emocje, przeżycia i dramaty. Pokazujesz mi świat, o którym nie mam pojęcia i choć powinno nas to dzielić, na każdym kroku mam wrażenie, że to nas poniekąd łączy. Poprzez tolerancję. Nigdy nie usłyszałam od Ciebie, że jestem głupia, lekkomyślna... Raczej zawsze starałaś się być obok, nawet gdy popełniałam straszne błędy, pomagałaś mi wstawać. Dlatego teraz, gdy moje życie jest już poukładane w jakimś stopniu, ja chce dać Ci to wsparcie, które niegdyś ofiarowałaś mi Ty...
Dziękuję Ci Ryba, za to że potrafiłaś mnie tak w sobie "rozkochać" w te trzy miesiące. Już dawno nie czułam się tak zrozumiana, tak doceniona i tak wysłuchana. Są sprawy, o których wiesz tylko Ty, są tematy, na które rozmawiam tylko z Tobą i za to Ci chce podziękować. Za wysłuchanie, za przytulanie i za to, że się przede mną otworzyłaś, że mi ofiarowałaś swoje zaufanie.
Dziękuję Ci Życie, za kolejny wspaniały rok usłany różami i uschniętymi gałęziami. Na wiele spraw otworzyłeś mi oczy, wiele mi podarowałeś, ale i wiele zabrałeś. Nie jestem zła, na Ciebie nigdy, a nawet gdy bywam rozczarowana to gdzieś tak wewnątrz się uśmiecham, bo wiem, że to część jakiegoś boskiego planu.
Dziękuję Ci Boże za to, że istniejesz i że dajesz mi siłę. Nauczyłam się w tym roku, że w każdej chwili mogę z Tobą porozmawiać, że w każdej chwili mogę prosić Cię o pomoc. Bo według średniowiecznych zapisków jesteś ręką, gotową na natychmiastowe podniesienie z najgłębszego dołka. Dziękuję Ci za to, że podsunąłeś mi pod nos TĄ książkę, bym mogła poznać Cię na nowo...
Zawsze uważałam, że dużo lepiej mi się układa w roku, który jest nieparzysty. Właściwie nie wiem dlaczego, ale jakoś bywało, że jest to czas przełomowy. Może to dobrze, bo nikt nie jest w stanie biec przez całe życie, tak to przynajmniej mam chwilę przerwy i czas na oddech. Dlatego ustaliłam sobie, że 2018 rok będzie stateczny, spokojny i ustabilizowany.
Wiele się wydarzyło w tym 2017-tym roku, nie da się zaprzeczyć, że był to dla mnie, jak i dla nas, ogromny przełom, ogromne emocje i natłok małych problemów, które na całe szczęście nie przysłoniły mi codzienności. Kolejny zapowiada się dosyć ciężko, pod znakiem zapytania, nie dlatego, że nie wiem co mnie czeka, ale dlatego, że decyzje, które podjęłam w 2017-tym mają swojego odbicie w 2018-tym roku. Czy się boję? Czasem bardziej, czasem mniej, wiem jednak, że choćby nie wiem co, nie poddam się w swoich działaniach i przetrwam, chociażby po to, by móc sobie pogratulować za okrągłe 365 dni.
Dokładnie rok temu zdecydowałam, że wybiorę studia humanistyczne i szczerze mówiąc jeszcze nie wiem czy tego nie żałuję. Patrząc na to wprost, brzmi to dość negatywnie, ale osoby, które studiują doskonale zrozumieją to zdanie. To ogromne "dziękuję" za otworzenie oczu, za ludzi, których poznałam, za rozwinięcie historii, która jeszcze niedawno była niewielkim okienkiem, za uśmiech wykładowców, za pewnego rodzaju dumę, za chęci, które rodzą się tak niespodziewanie, za rozwój, którego z pewnością mi nie zabraknie... Jednakże jest to również ogromne "nie wiem", bo tak właśnie się czuję gdy pomyślę o sesji. To jest obawa, strach, którego nie jest w stanie przezwyciężyć nawet najlepszy i najsympatyczniejszy wykładowca. Jest to też obowiązek, którego nigdy nie jesteś w stanie spełnić tak w stu procentach...
Jedno wiem na pewno, studia to przekochana przygoda, to przekochane osoby, to ukochana forma rozwoju, ale i paraliżujący stres. Myślę, że za rok będę w stanie powiedzieć trochę więcej i spojrzę na to z zupełnie innej strony.
Dokładnie rok temu myślałam o maturze, którą w tym momencie mam już za sobą. Czy to było takie straszne? Chyba nie. Czy chciałabym to powtórzyć? Zdecydowanie nie! Czy są gorsze egzaminy? Oczywiście, że tak. Chociażby życie.
Nie zdałam rewelacyjnie. Nigdy nawet nie mierzyłam w wysokie wyniki. Chciałam jedynie zdać i móc pójść dalej. Z niektórych wyników byłam dumna, inne mnie rozczarowały, a jeszcze inne zaskoczyły. Właściwie dopiero pracując za granicą zrozumiałam, że ta cała matura to bzdura, a wyniki można sobie o tyłek rozbić.
Praca za granicą, czyli moje wielkie marzenie o wielkim zarobku. Można odhaczyć.
Pewnie kiedy indziej napiszę o tym nieco więcej, bo jest o czym...
No i dokładnie rok temu pisałam o wigilii klasowej, o gronie "bliskich" mi osób, o tym ile wnieśli do mojego życia, ile dla mnie znaczą... Z tego miejsca mogę powiedzieć, że spokojnie mogę o nich zapomnieć, bez żadnych wyrzutów sumienia. Nie było ckliwych pożegnań, bo właściwie nie było żadnych. Nawet głupiego "cześć" nie usłyszałam i nie umiem zdecydować, czy mnie to smuci, czy może jest mi to obojętne. Podchodzę do tego dość neutralnie, bo już wiem co to znaczy mieć przy sobie wyjątkowe osoby i wiem, że oni absolutnie nimi nie byli.
Żałowałam tylko, że niektórym nie powiedziałam na odchodne kilku słów. Nie chodzi mi o niemiłe docinki, a raczej coś od serca....
W 2017 znów zaczęłam pisać. Myślę, że to mówi samo za siebie. Poczułam w sobie tę moc, która nie opuszcza mnie ani na krok. Piszę co się da, kiedy się da i ile mam tylko sił. Często znów uśmiecham się do monitora, tak jak w najlepszych czasach.
W 2018 nie wydam książki, ale być może w 2019 zrobię ten kolejny krok... Oczywiście żartuje. Najważniejsze jest to, by pisać dla siebie, publiczność sama przyjdzie, gdy będzie na to czas.
No i wydarzenie ostatniego miesiąca tak naprawdę. Świeża sprawa. Wyprowadziłam się z mojego rodzinnego domu. Była to decyzja przemyślana od początku, do końca i gdzieś tam zaplanowana w odmętach mojej głowy. Wiedziałam, że zdarzy się to niebawem, zresztą moi rodzice również. Widziałam, że jest im ciężko, mnie też było... Ale nie żałuje. W końcu mogę zapraszać ich na kawę i ciastko, znajomi u mnie przesiadują w dużych ilościach i bez limitu czasowego...
Znaleźliśmy swoje nieduże miejsce na Ziemi, gdzie za zamkniętymi drzwiami jesteśmy nietykalni. Problemy tu nie docierają.
W tamtym roku podziękowałam tak wielu osobom i w tym czuję się jeszcze bardziej zobowiązana...
Dziękuję moim rodzicom za każde ich słowo. Właśnie w tym roku pokazaliście mi jak daleko sięga wasza miłość, jak wiele jesteście mi w stanie dać i jak niewiele wymagacie w zamian.
Dziękuję Ci tato, za to że jesteś niezawodny. Nawet nie umiem opisać słowami jak wiele dla mnie znaczysz i wiem, że wcale byś się za to na mnie nie złościł, bo tą cechę akurat dziedziczę po Tobie. Jeździłeś ze mną na drugi koniec Niemiec, sprawiając, że na każdym kilometrze drogi, w każdej sekundzie podróży, czułam się bezpieczna. Otoczyłeś opieką, okazałeś troskę i poświęciłeś się tylko po to, by mieć pewność, że dotarłam cała i zdrowa.
Twoja mądrość nie raz ratowała mnie z opresji i myślę, że uratuje jeszcze nie jedno moje dzieciątko.
Dziękuję Ci przede wszystkim za wsparcie w moich wyborach i za to, że potrafisz swoim kolegom dumnie powiedzieć, że studiuje filologie polską, jakby to było coś niesamowitego.
Dziękuję Ci mamo za każde dobre słowo, za każdy rodzaj troski jaki mi darujesz. Za ciągłe telefony, za to że nie popadasz w panikę i wierzysz we mnie jakbym była omnibusem. Za to, że poratujesz z największych opresji, że przyjedziesz tylko po to, by wybrać się ze mną na zakupy do Tesco. Za to, że przytulasz mnie za każdym razem, gdy jestem w zasięgu wzroku...
Dziękuję Ci za to jaka jestem, bo nauczyłaś mnie niepohamowanej empatii, ciągłego uśmiechu i szczerej miłości. Każda z tych wartości jest pięknem, które podarowałaś mi nie chcąc nic w zamian.
Dziękuję Ci Maja, że jesteś moją siostrą. Odkąd wróciłam za granicy bardzo się do siebie zbliżyłyśmy i mam nadzieję, że utrzymamy tą relację już zawsze. Ja stałam się nieco cierpliwsza, a wiem, że Ty tego potrzebujesz, a Ty przestałaś mnie odrzucać.
Dziękuję Ci za to, że rozświetlasz mój dzień swoim żartem, uśmiechem i szczerą miłością. Myślę, że przez te wszystkie lata to Ty oberwałaś ode mnie najbardziej, a mimo to, wiem że wskoczyłabyś za mną w ogień bez zastanowienia. Kocham Cię i to się nigdy nie zmieni.
Dziękuję Ci Marcin za to, że udowadniasz mi co dnia, że jesteś tym jedynym. Nie potrzebuje kwiatów, prezentów... Wystarczy mi ta codzienność, w której jesteśmy partnerami.
Dziękuję Ci za to, że zawsze przed wyjściem do pracy przychodzisz mnie pocałować i żegnasz się ze mną. Za to, że robisz mi herbatę nawet jak o to nie proszę. Za to, że oglądasz ze mną seriale, które uważasz za beznadziejne. Za to, że nawet gdy budzisz się wcześniej, otulasz mnie cieplej kołdrą i leżysz obok czekając aż ja otworzę oczy. Za to, że przy Tobie jestem lepsza i chce taka być... Już pisałam to tak wiele razy, ale jesteś moim cudem...
Dziękuję Ci Magda za absolutne wariactwo, które wprowadzasz w moje życie. Za ciągłe emocje, przeżycia i dramaty. Pokazujesz mi świat, o którym nie mam pojęcia i choć powinno nas to dzielić, na każdym kroku mam wrażenie, że to nas poniekąd łączy. Poprzez tolerancję. Nigdy nie usłyszałam od Ciebie, że jestem głupia, lekkomyślna... Raczej zawsze starałaś się być obok, nawet gdy popełniałam straszne błędy, pomagałaś mi wstawać. Dlatego teraz, gdy moje życie jest już poukładane w jakimś stopniu, ja chce dać Ci to wsparcie, które niegdyś ofiarowałaś mi Ty...
Dziękuję Ci Ryba, za to że potrafiłaś mnie tak w sobie "rozkochać" w te trzy miesiące. Już dawno nie czułam się tak zrozumiana, tak doceniona i tak wysłuchana. Są sprawy, o których wiesz tylko Ty, są tematy, na które rozmawiam tylko z Tobą i za to Ci chce podziękować. Za wysłuchanie, za przytulanie i za to, że się przede mną otworzyłaś, że mi ofiarowałaś swoje zaufanie.
Dziękuję Ci Życie, za kolejny wspaniały rok usłany różami i uschniętymi gałęziami. Na wiele spraw otworzyłeś mi oczy, wiele mi podarowałeś, ale i wiele zabrałeś. Nie jestem zła, na Ciebie nigdy, a nawet gdy bywam rozczarowana to gdzieś tak wewnątrz się uśmiecham, bo wiem, że to część jakiegoś boskiego planu.
Dziękuję Ci Boże za to, że istniejesz i że dajesz mi siłę. Nauczyłam się w tym roku, że w każdej chwili mogę z Tobą porozmawiać, że w każdej chwili mogę prosić Cię o pomoc. Bo według średniowiecznych zapisków jesteś ręką, gotową na natychmiastowe podniesienie z najgłębszego dołka. Dziękuję Ci za to, że podsunąłeś mi pod nos TĄ książkę, bym mogła poznać Cię na nowo...
Zawsze uważałam, że dużo lepiej mi się układa w roku, który jest nieparzysty. Właściwie nie wiem dlaczego, ale jakoś bywało, że jest to czas przełomowy. Może to dobrze, bo nikt nie jest w stanie biec przez całe życie, tak to przynajmniej mam chwilę przerwy i czas na oddech. Dlatego ustaliłam sobie, że 2018 rok będzie stateczny, spokojny i ustabilizowany.
Dokładnie dwa lata temu postanowiłam, że tym razem nie pozwolę Ci wyjść z mojego pokoju wieczorem.
Dokładnie dwa lata temu stworzyła się w mojej głowie wizja, że mogłabym z Tobą być.
Dokładnie dwa lata temu zaplanowałam sobie ten wieczór, który i tak zburzyłeś i zbudowałeś po swojemu.
Dokładnie dwa lata temu się upiłam, by dodać sobie choć garść odwagi.
Dokładnie dwa lata temu skompromitowałam się doszczętnie, byś się choć jeszcze przez moment uśmiechał tak pięknie.
Dokładnie dwa lata temu przełknęłam przerażającą przeszłość, by oddać się w Twoje szerokie ramiona.
Dokładnie dwa lata temu powiedziałam mu "nie", o którym marzyłam już od tak dawna.
Dokładnie dwa lata temu uczepiłam się Ciebie jak rzep, wiedząc, że mnie nie odtrącisz.
Dokładnie dwa lata temu przyrzekaliśmy sobie, że gdy skończymy dwadzieścia pięć lat i będziemy sami, to zostaniemy parą.
Dokładnie dwa lata temu leżałam obok Ciebie na łóżku jeszcze nieświadoma tego co może się wydarzyć.
Dokładnie dwa lata temu gdy zgasło światło zbliżyłeś się do mnie na tyle blisko, by mnie pocałować i choć pragnęłam tego już jakiś czas to byłam bardzo spięta.
Dokładnie dwa lata temu otworzyłeś się, odsłoniłeś bez zastanowienia.
Dokładnie dwa lata temu złapałeś moje ramiona tak delikatnie, a jednak czułam się w nich bardzo bezpieczna.
Dokładnie dwa lata temu zrozumiałam, że potrzebuję Cię, ale w nieco inny sposób niż wcześniej.
Dokładnie dwa lata temu zakochałam się bez pamięci...
Dokładnie dwa lata temu podjęliśmy najlepszą decyzję w swoim życiu i rozpoczęliśmy wspólną przygodę ramię w ramię.
Bo nasza miłość cierpliwa jest. Z początku szukaliśmy ziarna, małego, dla wielu nic nie znaczącego. Zasadziliśmy je wspólnie, rozmawiając i śmiejąc się. Po czasie, ku naszemu zaskoczeniu, zaczął kiełkować, a następnie rosnąć w górę. Już wtedy wiedzieliśmy, że wszystko idzie w dobrą stronę. Gdy natomiast zakwitły na nim pierwsze kwiaty, złapałeś mnie za rękę.
Bo nasza miłość łaskawa jest. Kwiaty wiele znoszą i zazwyczaj piękne, dorodne, są jedynie przez moment. Jednakże nam udaje się podtrzymywać je po dziś dzień i choć były takie momenty, że płatki żółkły, pojawiał się strach, daliśmy radę.
Bo nasza miłość nie zazdrości, bo ufa bezgranicznie.
Bo nasza miłość nie szuka poklasku. Kwiat trzymamy w domu, hodujemy i doglądamy. Mówimy o nim mało, bo jest naszym największym skarbem, a taki należy dobrze chronić.
Bo nasza miłość nie unosi się pychą. Jest piękny, ale nie idealny.
Bo nasza miłość nie szuka swego. Roślina jest jedna, ale kwiatów wiele. Na całe szczęście każdy z nich dostaje swoją partię wody, bo wiedzą, że bez siebie nie są w stanie istnieć...
Bo nasza miłość nie unosi się gniewem. Stare przysłowie mówi, że kłótni nie przynosi się wieczorem do sypialni i pewnie jeszcze nie raz złamiemy tę zasadę, ale już wiem, że nie chce zasypiać bez Ciebie.
Bo nasza miłość nie pamięta złego. Dobro jest wartością, którą wyznajemy oboje, więc staramy się dobrze traktować siebie, by zło nie pukało nam do drzwi.
Bo nasza miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Bo nasza miłość wszystko znosi, nawet zawahania, wszystkiemu wierzy, bo wiara to początek, we wszystkim pokłada nadzieję... Wszystko przetrzyma.
Dokładnie dwa lata temu stworzyła się w mojej głowie wizja, że mogłabym z Tobą być.
Dokładnie dwa lata temu zaplanowałam sobie ten wieczór, który i tak zburzyłeś i zbudowałeś po swojemu.
Dokładnie dwa lata temu się upiłam, by dodać sobie choć garść odwagi.
Dokładnie dwa lata temu skompromitowałam się doszczętnie, byś się choć jeszcze przez moment uśmiechał tak pięknie.
Dokładnie dwa lata temu przełknęłam przerażającą przeszłość, by oddać się w Twoje szerokie ramiona.
Dokładnie dwa lata temu powiedziałam mu "nie", o którym marzyłam już od tak dawna.
Dokładnie dwa lata temu uczepiłam się Ciebie jak rzep, wiedząc, że mnie nie odtrącisz.
Dokładnie dwa lata temu przyrzekaliśmy sobie, że gdy skończymy dwadzieścia pięć lat i będziemy sami, to zostaniemy parą.
Dokładnie dwa lata temu leżałam obok Ciebie na łóżku jeszcze nieświadoma tego co może się wydarzyć.
Dokładnie dwa lata temu gdy zgasło światło zbliżyłeś się do mnie na tyle blisko, by mnie pocałować i choć pragnęłam tego już jakiś czas to byłam bardzo spięta.
Dokładnie dwa lata temu otworzyłeś się, odsłoniłeś bez zastanowienia.
Dokładnie dwa lata temu złapałeś moje ramiona tak delikatnie, a jednak czułam się w nich bardzo bezpieczna.
Dokładnie dwa lata temu zrozumiałam, że potrzebuję Cię, ale w nieco inny sposób niż wcześniej.
Dokładnie dwa lata temu zakochałam się bez pamięci...
Dokładnie dwa lata temu podjęliśmy najlepszą decyzję w swoim życiu i rozpoczęliśmy wspólną przygodę ramię w ramię.
Bo nasza miłość cierpliwa jest. Z początku szukaliśmy ziarna, małego, dla wielu nic nie znaczącego. Zasadziliśmy je wspólnie, rozmawiając i śmiejąc się. Po czasie, ku naszemu zaskoczeniu, zaczął kiełkować, a następnie rosnąć w górę. Już wtedy wiedzieliśmy, że wszystko idzie w dobrą stronę. Gdy natomiast zakwitły na nim pierwsze kwiaty, złapałeś mnie za rękę.
Bo nasza miłość łaskawa jest. Kwiaty wiele znoszą i zazwyczaj piękne, dorodne, są jedynie przez moment. Jednakże nam udaje się podtrzymywać je po dziś dzień i choć były takie momenty, że płatki żółkły, pojawiał się strach, daliśmy radę.
Bo nasza miłość nie zazdrości, bo ufa bezgranicznie.
Bo nasza miłość nie szuka poklasku. Kwiat trzymamy w domu, hodujemy i doglądamy. Mówimy o nim mało, bo jest naszym największym skarbem, a taki należy dobrze chronić.
Bo nasza miłość nie unosi się pychą. Jest piękny, ale nie idealny.
Bo nasza miłość nie szuka swego. Roślina jest jedna, ale kwiatów wiele. Na całe szczęście każdy z nich dostaje swoją partię wody, bo wiedzą, że bez siebie nie są w stanie istnieć...
Bo nasza miłość nie unosi się gniewem. Stare przysłowie mówi, że kłótni nie przynosi się wieczorem do sypialni i pewnie jeszcze nie raz złamiemy tę zasadę, ale już wiem, że nie chce zasypiać bez Ciebie.
Bo nasza miłość nie pamięta złego. Dobro jest wartością, którą wyznajemy oboje, więc staramy się dobrze traktować siebie, by zło nie pukało nam do drzwi.
Bo nasza miłość nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Bo nasza miłość wszystko znosi, nawet zawahania, wszystkiemu wierzy, bo wiara to początek, we wszystkim pokłada nadzieję... Wszystko przetrzyma.
" Miłość nigdy nie ustaje,
[nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie,
lub jak wiedza, której zabraknie"
Dwa lata temu byłam na dnie, którego do dziś nie jestem w stanie określić słowami, a mimo to Ty wciągnąłeś mnie z tego niezidentyfikowanego dna, by postawić na nogi i pchnąć niespodziewanie. Pojawiłeś się znikąd, choć wciąż byłeś obok. To absurd, ale tak właśnie było.
Dlatego od początku mówiłam "kocham", dlatego od początku ufałam, dlatego od początku wiedziałam, że to Ty. Witaj więc w moich planach, w moich przemyśleniach na temat przyszłości, w moim życiu i wiedz, że prędko Cię nie wypuszczę. Jesteś moim zbawieniem, moim cudem, moim azylem, bo gdy jesteśmy razem problemy do nas nie docierają...
O mnie
- Zakochana Złośnica
- Jestem realistką, która lubi płakać ze szczęścia. Lubię swoje trampki, bo mogę w nich przejść pół świata. Lubię swoją szkołę, bo nauczyciele mnie zwyczajnie szanują. Lubię swoich przyjaciół, bo mnie słuchają. Lubię mówić, dużo, szybko i często, bez ładu i składu. Lubię pisać, choć nie zawsze wychodzi mi to tak jakbym chciała. Lubię ludzi, ale tylko tych miłych. Lubię gdy pada deszcz, bo mam wrażenie, że to oczyszcza świat z negatywnych emocji. Lubię swój pokój, bo jest odzwierciedleniem mojej duszy. Lubię kawę, bo jej gorycz budzi mój wiecznie śpiący mózg. Lubię herbatę, bo rozgrzewa moje wiecznie zmarznięte ciało i koi skołatane myśli. Lubię swoje oczy, bo jest w nich cała prawda o mnie. Lubię opowiadać o świecie, który istnieje we mnie, ale tylko nieznajomym.
Popular Posts
-
Wciąż czuje się zagubiona. Nie wiem co mam myśleć, jak postępować, co mówić i co robić. Nie chcę się narzucać, nie chce być obojętna, nie ch...
-
Za oknami było ciemno, wręcz czarno, ale moje serce świeciło, niczym letnie słońce. Czułam jak ciepło rozpływa się po całym moim ciele, tak...
-
Mój rok zaczyna się właśnie od świąt Bożego Narodzenia. To dość niestandardowe podejście do tego święta, ale myślę, że to nie tylko narodzin...
-
Pchnęła ciężkie drzwi, wpuszczając przy tym zimne powietrze do środka. Powiew klimatycznej aczkolwiek ponurej jesieni wtargnął do środka, p...
-
Jedna klasa w technikum nie daje zbyt wielu szans na tajemnice. Wszyscy się znają, każdy wie o sobie tyle ile zdradzi ta druga strona. Moż...
-
Dokładnie dwa lata temu postanowiłam, że tym razem nie pozwolę Ci wyjść z mojego pokoju wieczorem. Dokładnie dwa lata temu stworzyła się w ...
-
Kolejny rok przepłynął mi przez palce niczym przyjemnie ciepła woda z oceanu. Po raz kolejny robię podsumowanie w ten właśnie dzień, w Wigil...
-
Dwadzieścia lat. Przeskoczenie kolejnej belki, kolejnej bramki, kolejnej niewidzialnej granicy jaką tworzymy my, ludzie. Odsunięcie lat nast...
-
Przeszłość wydaje się czymś odległym. Na co dzień stykamy się z nią bardzo rzadko albo wcale, a jednak ona gdzieś tam jest i wciąż żyje. Ost...
-
Po raz kolejny stał w jej drzwiach. Spoglądał na nią zupełnie inaczej, jakby bał się tego co zrobi. Cudownie było widzieć niepewność krążącą...
Obserwatorzy
Archiwum bloga
Obsługiwane przez usługę Blogger.




